08/12/2021
Każda z nas chodzi do fryzjera. Czeszemy się, farbujemy, strzyżemy, ale czy zastanawiałyście się kiedyś, ile trudu trzeba włożyć w ten zawód? Jakie wyzwania ze sobą niesie? O blaskach i cieniach sztuki fryzjerskiej opowiada Pani Magdalena Biernat, managerka salonu byBiernat w Niepołomicach.
PK: Kiedy pierwszy raz zainteresowała się Pani fryzjerstwem?
MB: Już gdy byłam małą dziewczynką, którą mama zabierała ze sobą do fryzjera. Obserwowałam co się dzieje w salonie, na głowach klientów. Bardzo mi się to spodobało. Kilka lat później w telewizji można było oglądać "Łabędziem być" – program gdzie kobiety zmieniały się nie do poznania, a ja dostrzegłam jak ważną rolę odgrywają w całym wizerunku włosy i pomyślałam, że chciałabym być fryzjerem, aby ludzie mogli czuć się piękniejsi dzięki mojej pracy.
PK: Czy od razu wiedziała Pani, że to właśnie z tym fachem chce Pani wiązać swoją przyszłość?
MB: W klasie 0 lub 1, nie pamiętam dokładnie kiedy to było, pani nas zapytała kim chcielibyśmy być w przyszłości. Wtedy chciałam być nauczycielem, myślenie o fryzjerstwie w kategoriach zawodowych przyszło nieco później.
PK: Jaka była Pani droga zawodowa?
MB: Zaczęłam już 2 tygodnie przed rozpoczęciem szkoły zawodowej na praktykach (taki okres próbny, czy to aby na pewno droga dla mnie) i tak mi się spodobało, że chciałam być z każdym dniem coraz lepsza. Przez 3 lata odbywałam praktyki na zmianę ze szkołą - i tu moja rada dla przyszłych fryzjerów. Nie idźcie do technikum jeżeli chcecie mieć fach w ręku! Jest to wygodniejsze, owszem, ale nic wam z teorii jeżeli nie macie wystarczającej praktyki, a to w tym zawodzie jest kluczowe. Praktyki miałam super! Trafiła mi się wspaniała szefowa, Panie fryzjerki i koleżanki, które uczyły się razem ze mną i wprowadziły mnie w ten świat. Brałam udział w każdym możliwym konkursie, w domu ćwiczyłam na rodzinie z lepszym lub gorszym skutkiem,
ale cóż… Ktoś musiał się poświęcić.
Wszystko szło gładko do momentu, gdy zaczęłam chorować. Choroby immunologiczne, alergie, astma i wiele innych. Lekarz stwierdził, że muszę zrezygnować z zawodu, a byłam wtedy w 2 klasie, więc został mi tylko rok, żeby skończyć szkołę. Dużo wtedy przepłakałam, absolutnie nie chciałam rezygnować, byłam zdeterminowana żeby znaleźć sposób na pozostanie w tym zawodzie. Nie wyobrażałam i nadal nie wyobrażam sobie życia bez fryzjerstwa. W domu jeszcze mama próbowała mnie przekonać do zmiany zdania, ale się nie ugięłam. Postanowiłam zrobić wszystko, by móc nadal pracować. Zaczęłam chodzić na praktyki w maseczce, by nie wdychać chemii, chodziłam na zabiegi usuwania polipów. Mimo dalszych próśb ze strony lekarza wciąż praktykowałam fryzjerstwo. Udało mi się skończyć naukę z najwyższą średnia w całej szkole. Zaliczyłam praktyki i zdałam egzamin. Wtedy nie miałam wakacji, bo przez jeden miesiąc jeszcze byłam na praktykach, a w następnym zaczęłam od razu staż. Nie czułam się jeszcze na tyle pewnie, żeby stanąć samodzielnie za fotelem. Tam bardzo dużo się nauczyłam. To było zupełnie nowe środowisko i nowe doświadczenia. Obserwowałam jak fryzjer odnosi się do klienta, na jakim poziomie są usługi… Strasznie mi się to podobało. Niestety pół roku później, po kolejnej wizycie u lekarza, zrezygnowałam. Miałam dość ciągłych narkoz, zabiegów, wizyt w placówce. Byłam tak częstym gościem, że na oddziale już mnie dobrze znali. Zaczęłam więc pracę w hurtowni fryzjerskiej, co okazało się kompletnie nie moją bajką. Potem popracowałam przez około rok na siłowni jako recepcjonistka, co też było fajną przygodą, ale tam również nie do końca się odnalazłam. Któregoś dnia dostałam informację, że jest projekt unijny, gdzie można wyszkolić się w każdym zawodzie jakim się chce. Pomyślałam „Skoro nie fryzjer to może kosmetyka - jedno powiązane z drugim”. Odbyłam trzymiesięczny staż, uważam go za super doświadczenie, jednak to fryzjerstwo nie dawało za wygraną. W domu każdemu robiłam włosy, w salonie, gdzie miałam staż, robiłam farbę mojej szefowej… To ona mi powiedziała, że widać co jest moją prawdziwą pasją. Wróciłam do wymarzonego zawodu. Pierwsze dni były dość stresujące, niemniej jednak czas, szkolenia i wysiłki włożone w doskonalenie techniki zrobiły swoje. Znów wszystko zaczęło się układać. Nawet choroby nie są już w takim stadium jak kiedyś :D
Druga część wywiadu już za tydzień😄