Ilona Rajchel Sense Flow

Ilona Rajchel Sense Flow Jestem Trenerką osobistą, Mentorem, Coachem, Trenerką grup szkoleniowych (od 2000 r.)

JAK RADZIĆ SOBIE Z EMOCJAMITen trening możesz zacząć w KAŻDYM MOMENCIE swojego życiaMoże czytasz ten tekst w chwili spok...
21/01/2026

JAK RADZIĆ SOBIE Z EMOCJAMI
Ten trening możesz zacząć w KAŻDYM MOMENCIE swojego życia
Może czytasz ten tekst w chwili spokoju. A może w momencie zmęczenia, napięcia, przeciążenia. Może po kolejnej kłótni. A może wtedy, gdy w środku czujesz coś trudnego, ale nie do końca wiesz, co to jest.
Zatrzymaj się na chwilę. Weź jeden spokojny oddech. I pozwól sobie przez moment nic nie naprawiać. Tylko pobyć.
Bardzo wiele osób żyje w relacjach, w których coś regularnie je rani, drażni, frustruje albo przekracza. Mówimy o tym. Prosimy. Tłumaczymy. Czekamy na zmianę. A kiedy ona nie przychodzi — napięcie zaczyna rosnąć. I wtedy często dzieje się coś, czego później żałujemy. Pojawia się wybuch, krzyk, ostre słowa, groźby, milczenie, Ironia, zamykanie się w sobie albo zachowania, które ranią — nas samych albo ludzi, których kochamy.
W takich momentach bardzo łatwo pomyśleć:
„Gdyby on się inaczej zachował, ja bym się tak nie zdenerwował/a…”
„Gdyby ona mnie posłuchała, to by do tego nie doszło…”
„Przecież miałem/miałam powód.”
I to jest bardzo ludzkie. Tak reaguje wiele osób, które są zmęczone, niewysłuchane, przeciążone emocjonalnie.
Warto zatrzymać się przy jednej, bardzo ważnej myśli — nie po to, żeby się obwiniać, tylko po to, żeby odzyskać wpływ.
Jeśli swoje reakcje uzależniam wyłącznie od zachowania innych, to oddaję im władzę nad sobą. A to oznacza, że, każda osoba, każda sytuacja, każde drobne zdarzenie może stać się „iskrą”, która odpali wybuch.
Czasem wystarczy, zmęczenie, brak snu, niedopita kawa, źle ustawione buty w przedpokoju, zbyt wolno działający komputer, telefon, który gdzieś się zapodział,
kolejna prośba, kolejny obowiązek, kolejny „drobiazg”. I nagle okazuje się, że wszystko jest za dużo.
Wybuch jednak nigdy nie zaczyna się w chwili, w której krzyczymy.
On zaczyna się dużo wcześniej. W środku, od emocji, które nie zostały zauważone, od napięcia, które było ignorowane, od potrzeb, które od dawna są niezaspokojone.
Złość, którą widzą inni, bardzo często jest tylko „wierzchem”.
Pod nią bywa, smutek, bezsilność, lęk, poczucie bycia nieważnym, żal, wstyd, samotność. Ale żeby to zobaczyć, trzeba się tego nauczyć. A wielu z nas nikt tego nie nauczył.
Jako dzieci często słyszeliśmy,„Nie płacz”,„Nie przesadzaj”, „Nie denerwuj się”,
„Co się tak cieszysz?”, „Złość jest brzydka”, „Bądź grzeczny/a.”
Dziecko w takich warunkach robi jedyne, co potrafi — odcina się od emocji, żeby było bezpiecznie. To wtedy rodzi się przekonanie, że emocje są czymś złym, lepiej ich nie czuć, lepiej ich nie pokazywać, lepiej być „twardym” -I to działa, tylko do czasu.
Bo emocje nie znikają. One się gromadzą. Czekają. A potem znajdują ujście — często w formie wybuchu. To, że wybuchasz, nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem. To bardzo często oznacza, że zbyt długo byłeś/aś sam/a z tym, co trudne. Ale jednocześnie — i to jest równie ważne —za swoje zachowanie zawsze odpowiadamy MY, nie partner, nie dziecko, nie szef, nie okoliczności.
Jeśli krzyczę — to JA krzyczę.
Jeśli obrażam — to JA obrażam.
Jeśli grożę, popycham, wyśmiewam — to JA to robię.
I właśnie w tym miejscu, paradoksalnie, pojawia się dobra wiadomość.
Skoro to JA mam wpływ na swoje zachowanie — to JA mogę je zmienić.
Nie od razu, nie idealnie, małymi krokami. Od uczenia się, zauważania napięcia wcześniej, nazywania emocji, zadawania sobie pytania: „Co ja teraz czuję?”,
„Czego ja teraz potrzebuję?”To jest proces, to jest trening.
I naprawdę możesz go zacząć w każdym momencie życia — niezależnie od tego, ile masz lat i jak długo reagowałeś/aś inaczej.
Na koniec zapraszam Cię bardzo spokojnie do komentarzy
👉 Co najczęściej sprawia, że czujesz, jak rośnie w Tobie napięcie?
👉 Jakich emocji nauczyłeś/aś się nie pokazywać, kiedy byłeś/aś dzieckiem?
👉 Co w tym tekście poruszyło Cię najbardziej?
Jeśli chcesz — podziel się.
Twoje słowa mogą sprawić, że ktoś poczuje, że nie jest z tym sam 🤍

Zmiany większość z nas wolałaby ich unikać. Potrafią pojawić się nagle, bez zapowiedzi, burząc porządek, do którego przy...
31/12/2025

Zmiany
większość z nas wolałaby ich unikać. Potrafią pojawić się nagle, bez zapowiedzi, burząc porządek, do którego przywykliśmy. Wprowadzają niepewność, wytrącają z równowagi, zmuszają do konfrontacji z tym, co nieznane. Nic dziwnego, że budzą lęk. A jednak – jak przypomina Sokrates – to właśnie one odkrywają w nas coś, czego nie dostrzegaliśmy wcześniej. Pokazują nie tylko to, co utraciliśmy, ale przede wszystkim to, co dzięki nim zyskujemy, choć często widzimy to dopiero po czasie.
Zmiana jest jak otwarcie drzwi, które od dawna były zamknięte. Przez chwilę widzimy jedynie ciemność i słyszymy echo własnych obaw. Dopiero gdy odważymy się zrobić krok, zaczynamy dostrzegać zarysy nowej przestrzeni. Z początku niepewnie, czasem z oporem, ale powoli zaczynamy układać tę rzeczywistość na nowo. I nawet jeśli inni widzą tylko naszą chwilową słabość, zagubienie czy wahanie, my w środku zaczynamy odkrywać coś znacznie głębszego – własny potencjał, siłę, której nie podejrzewaliśmy, oraz kierunki, których wcześniej nie braliśmy pod uwagę.
Zmiana odbiera nam komfort, ale daje świadomość. Rozbija rutynę, ale otwiera przestrzeń do wzrostu. Uczy elastyczności, która później staje się jednym z naszych największych zasobów. Dzięki niej uczymy się odpuszczać kontrolę tam, gdzie nie mamy na nią wpływu, i skupiać się na tym, co możemy zbudować od nowa. Uczy nas patrzeć w przyszłość, ale z mądrością wyniesioną z przeszłości. I choć często na początku widzimy tylko stratę – znajome miejsca, ludzi, relacje, sytuacje – z czasem zaczynamy zauważać, jak bardzo zmiany poszerzają naszą perspektywę, wzmacniają odporność psychiczną, a także prowadzą nas do nowych możliwości, których wcześniej nie bylibyśmy w stanie zobaczyć.
W życiu każdy z nas przeżył moment, który wydawał się końcem jakiegoś etapu, a okazał się początkiem nowego. Utrata pracy, która doprowadziła do największego rozwoju zawodowego. Zakończenie związku, po którym nauczyliśmy się stawiać granice i budować relacje z większą świadomością. Przeprowadzka, która na początku bolała, a potem stała się szansą na nowe przyjaźnie i doświadczenia. W każdej z tych sytuacji na powierzchni była tylko strata, ale głęboko w środku – zysk, którego nikt nie widział oprócz nas.
Dlatego warto pamiętać, że zmiana jest procesem. Najpierw pojawia się niepokój, potem opór. Następnie – powolna adaptacja, a dopiero na końcu wdzięczność za drogę, którą przeszliśmy, oraz za to, kim się dzięki niej staliśmy. To właśnie tam ukrywa się nasz potencjał – w odwadze, by zrobić krok, choć wcale nie wiemy, dokąd nas on zaprowadzi.
Jeśli więc dziś stoisz przed zmianą, która Cię przeraża, spróbuj spojrzeć na nią jak na nauczyciela. Jak na szansę zobaczenia w sobie tego, czego jeszcze nie widzisz. Nie koncentruj się wyłącznie na tym, co znika, ale na tym, co może pojawić się w zamian. Być może właśnie ta zmiana jest początkiem wersji Ciebie, której dopiero się poznasz.
Jestem ciekawa:
Jaka zmiana w Twoim życiu okazała się początkiem czegoś lepszego, choć na początku wydawała się trudna lub bolesna?

Rezyliencja - słowo, które coraz częściej pojawia się w rozmowach o psychice, ale wciąż dla wielu brzmi jak coś abstrakc...
29/12/2025

Rezyliencja - słowo, które coraz częściej pojawia się w rozmowach o psychice, ale wciąż dla wielu brzmi jak coś abstrakcyjnego. A przecież dotyczy każdego z nas. Bo każdy przynajmniej raz w życiu spadł na dno tak głęboko, że wydawało się, iż nie ma już powrotu. Każdy przeżył moment, w którym cały świat zdawał się walić, a przyszłość wyglądała jak mgła bez kształtu. I właśnie wtedy – nie wtedy, gdy wszystko jest dobrze – ujawnia się nasza rezyliencja. Ta cicha, niewidoczna siła, która sprawia, że mimo bólu, chaosu i zwątpienia zaczynamy podnosić głowę. Może jeszcze niepewnie, może powoli, ale jednak ruszamy dalej.
Rezyliencja nie oznacza bycia twardym jak skała. Twarde rzeczy pękają, gdy nacisk staje się zbyt duży. Rezyliencja to elastyczność, zdolność do zginania się, ale nie łamania. To umiejętność dostosowania się do tego, co przynosi życie, nawet jeśli jest to coś, czego absolutnie nie planowaliśmy. To wewnętrzna sprężyna, która po każdym upadku pozwala wrócić do równowagi – czasem do tej, którą znaliśmy wcześniej, a czasem do zupełnie nowej, dojrzalszej.
Każdy kryzys to spotkanie z własnymi słabościami. Z lękiem, że sobie nie poradzimy. Z poczuciem straty kontroli. Z gniewem na to, co nam się przydarzyło. Ale jednocześnie kryzys jest jednym z niewielu momentów, które naprawdę nas obnażają – pokazują, na czym budujemy swoją siłę, co nas wspiera, co nas niszczy, a co możemy zmienić. Osoby rezylientne nie są wolne od cierpienia. One po prostu potrafią zamienić to cierpienie w naukę. Zamiast pytać: „Dlaczego to mnie spotkało?”, zaczynają pytać: „Co mogę z tym zrobić, żeby nie utknąć?”.
Rezyliencja to też świadomość, że człowiek nie jest samotną wyspą. Potrafi poprosić o pomoc, nie traktując tego jak oznaki słabości. Umie budować relacje, które podtrzymują go w trudnych chwilach. Rozumie, że wsparcie innych nie odbiera nam siły – przeciwnie, daje ją. To jedna z najważniejszych cech, o których najczęściej zapominamy: rezylientni ludzie nie próbują udowadniać światu, że poradzą sobie sami. Wiedzą, że człowiek potrzebuje człowieka.
I jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się mówi: rezyliencja to nie talent, tylko umiejętność. Można ją rozwijać. Można ją pielęgnować. Można budować ją krok po kroku, tak jak buduje się kondycję – poprzez codzienne małe wybory, poprzez refleksję nad własnymi reakcjami, poprzez praktykę wdzięczności, poprzez zmianę perspektywy, poprzez dbanie o siebie nie tylko wtedy, gdy coś boli, ale także wtedy, gdy wszystko wydaje się „w porządku”.
Najbardziej fascynujące w rezyliencji jest to, że często odkrywamy ją dopiero wtedy, gdy nie mamy już wyboru. Kiedy coś, co wydawało się końcem, okazuje się początkiem czegoś nowego, kiedy patrzymy wstecz i myślimy: „Nie wiem, jak to przetrwałem, ale dzięki temu dziś jestem silniejszy”.
I tu pojawia się miejsce na Twoją historię, Twoje przemyślenia, Twoje doświadczenia. Bo choć każdy z nas przeżywa trudności inaczej, jedno jest pewne – mamy w sobie więcej siły, niż wierzymy. Czasem potrzebujemy tylko momentu, by ją zauważyć.
Jestem ciekawa: jakie wydarzenie w Twoim życiu pokazało Ci, że masz w sobie więcej rezyliencji, niż myślałeś? Czego nauczył Cię Twój największy kryzys?
Podziel się w komentarzu – Twoje doświadczenie może okazać się dla kogoś inną formą wsparcia.

28/12/2025

Często wydaje nam się, że im więcej wiemy o innych, tym lepiej rozumiemy świat. Zbieramy doświadczenia, obserwujemy zach...
27/12/2025

Często wydaje nam się, że im więcej wiemy o innych, tym lepiej rozumiemy świat. Zbieramy doświadczenia, obserwujemy zachowania ludzi, analizujemy ich emocje i reakcje, a potem budujemy na tym własne wnioski. To właśnie dzięki innym uczymy się funkcjonować w relacjach, przewidywać konsekwencje i poruszać się w codziennych sytuacjach. Jednak, jak mówi stare powiedzenie, wiedza o innych daje nam wykształcenie, lecz dopiero poznanie siebie prowadzi do mądrości. I to właśnie w tym rozróżnieniu zaczyna się najważniejsza część drogi życiowej każdego człowieka.
Bo poznawanie siebie jest sztuką o wiele trudniejszą niż obserwowanie innych. Ludzi wokół możemy widzieć z zewnątrz – ich słowa, decyzje, gesty. Samych siebie musimy rozumieć od środka. Musimy zaglądać w emocje, które często chcemy ukryć, w przekonania, które w nas siedzą, nawet jeśli nam nie służą, oraz w reakcje, które wydają się automatyczne, lecz mają głębsze źródło. Ta różnica pokazuje, dlaczego psychologia mówi o mechanizmach projekcji – pierwszym odnośniku, który pozwala zrozumieć, że to, co widzimy w innych, często jest odbiciem tego, czego nie widzimy w sobie. Zanim więc ocenimy drugiego człowieka, warto zapytać: co ta reakcja mówi o mnie?
Poznawanie siebie to proces, który wymaga odwagi. Trzeba nauczyć się uważności na własne emocje, nawet te niewygodne. Zrozumieć, jakie wartości naprawdę nas kierują, a jakie zostały nam narzucone. Przyjąć swoje mocne strony bez fałszywej skromności i zaakceptować słabości bez poczucia porażki. To właśnie ten etap prowadzi nas do drugiego kluczowego odniesienia – koncepcji świadomości metapoznawczej, czyli umiejętności obserwowania siebie, swoich myśli i reakcji z pewnego dystansu. Gdy ją rozwijamy, przestajemy działać impulsywnie, a zaczynamy działać świadomie.
Na tej drodze niezwykle ważne jest również to, aby łączyć wiedzę o innych z wiedzą o sobie. Dzięki temu potrafimy nie tylko rozumieć świat, ale także funkcjonować w nim w sposób bardziej spójny, autentyczny i dojrzały. W relacjach umiemy zauważyć emocje drugiej osoby, jednocześnie czując, co dzieje się w nas samych. W pracy potrafimy dostosowywać się do ludzi, nie tracąc przy tym własnych wartości. W życiu codziennym chaos świata przestaje nas przytłaczać, bo lepiej rozumiemy nie tylko to, co zewnętrzne, ale również to, co wewnętrzne.
Ostatecznie to właśnie umiejętność poznawania siebie jest tym, co tworzy mądrość – tę prawdziwą, nie podręcznikową. To ona pozwala podejmować lepsze decyzje, budować zdrowsze relacje, być bardziej świadomym człowiekiem i żyć w zgodzie ze sobą. A jej fundamenty często zaczynają się w miejscach, których nie doceniamy: w chwilach refleksji, w zapiskach, w rozmowach, w cichych obserwacjach własnych myśli. To wszystko prowadzi nas do trzeciego odnośnika – idei samorefleksji jako narzędzia wzrostu, tak często opisywanej w psychologii humanistycznej.
Wiedza o innych daje nam narzędzia do funkcjonowania. Wiedza o sobie daje nam kierunek, sens i spokój. I dopiero kiedy te dwie perspektywy zaczynają się łączyć, człowiek staje się nie tylko wykształcony przez świat, ale przede wszystkim mądry dzięki sobie.

Słowa Goethego, że człowiek traktujący innych zgodnie z ich wykroczeniami czyni ich gorszymi, a ten, który dostrzega w n...
25/12/2025

Słowa Goethego, że człowiek traktujący innych zgodnie z ich wykroczeniami czyni ich gorszymi, a ten, który dostrzega w nich potencjał, sprawia, że stają się lepsi, ujmują w prostym zdaniu coś niezwykle fundamentalnego: fakt, że to, jak widzimy ludzi, realnie wpływa na to, kim się stają.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak moralizatorska sentencja, ale gdy przyjrzymy się temu głębiej, odkrywamy mechanizm, który działa w każdym domu, w każdym miejscu pracy i w każdej relacji, w której uczestniczymy. Bardzo łatwo jest patrzeć na innych przez pryzmat tego, co robią tu i teraz. Oceniamy po błędach, potknięciach, niefortunnych słowach. Wydaje nam się, że jesteśmy wtedy sprawiedliwi — bo przecież „takie są fakty”. Tymczasem to pozorna sprawiedliwość. Patrząc wyłącznie na bieżące działania, zamykamy drugiego człowieka w ciasnej klatce tego, co zrobił, a nie tego, kim może się stać. Krytyka oparta na wytykaniu słabości nie wywołuje rozwoju. Ona wywołuje strach, wstyd, wycofanie. Zaczyna kształtować w kimś przekonanie, że jego błędy są tożsamością, że jego potknięcia świadczą o nim w całości. W pracy takie podejście szybko tłumi inicjatywę. Ludzie boją się próbować, bo każde potknięcie może zostać potraktowane jak dowód ich niekompetencji. W rodzinie — to podejście zabija spontaniczność i odwagę, a w relacjach partnerskich rodzi chłód, rezerwę i ostrożność w byciu sobą. Człowiek, który czuje, że każda jego słabość zostanie natychmiast oceniona, przestaje się otwierać, a wraz z tym przestaje się rozwijać. Z drugiej strony istnieje zupełnie inny sposób patrzenia na ludzi — ten, który opiera się na potencjale, nie na wykroczeniach. To spojrzenie wymaga wyobraźni, cierpliwości i zrozumienia, że każdy z nas jest w procesie. Że to, kim jesteśmy dziś, nie musi być definicją tego, kim możemy być jutro. Kiedy patrzymy na innych w taki sposób, dzieje się rzecz niezwykła: ludzie zaczynają dorastać do tego, jak ich widzimy. Zamiast wycofania pojawia się odwaga. Zamiast lęku — motywacja. Zamiast poczucia bycia ocenianym — poczucie bycia wspieranym. Człowiek, który czuje, że ktoś wierzy w jego możliwości, zaczyna wierzyć w nie również sam. I to nie dlatego, że ktoś go idealizuje, ale dlatego, że ktoś daje mu przestrzeń do rozwoju. Właśnie w takiej przestrzeni najłatwiej jest uczyć się na błędach, bo błąd przestaje być wyrokiem, a staje się elementem drogi. W relacjach zawodowych taki sposób widzenia tworzy zespoły odważniejsze i bardziej kreatywne, w rodzinach — sprawia, że dzieci dorastają pewniejsze siebie, a w partnerstwie buduje atmosferę, w której można być sobą bez obawy, że słabość zostanie uznana za niekompetencję czy brak wartości. To, w jaki sposób patrzymy na innych, jest formą odpowiedzialności, której nie da się zrzucić. Każda reakcja, każdy komentarz, każda interpretacja cudzego zachowania ma w sobie potencjał, by kogoś umocnić albo kogoś osłabić. Wiele osób idzie przez życie z ciężarem dawnych ocen, który sprawił, że przestali wierzyć we własne możliwości. Jedno zdanie — czasem rzucone mimochodem — może ukształtować lata niepewności. I odwrotnie: jedno zdanie wiary potrafi uruchomić proces przemiany, który odmieni czyjeś życie.

Dlatego warto się zatrzymać i zapytać: jak patrzę na ludzi wokół mnie? Czy widzę tylko ich potknięcia, czy również ich potencjał? Czy moje słowa zamykają ich w tym, co było, czy otwierają na to, co może dopiero nadejść?
Jeśli chcemy tworzyć lepszy świat, lepsze relacje, lepsze środowiska pracy i lepsze rodziny, musimy zacząć od jednego: od dostrzegania w ludziach nie tylko tego, kim są dzisiaj, ale przede wszystkim tego, kim mogą się stać, jeśli ktoś w nich uwierzy.

23/12/2025

CZY NAPRAWDĘ ROZUMIEMY, CZYM JEST KRYTYKA?

Kiedy słyszymy krytykę — albo gdy sami ją wypowiadamy — często wydaje nam się, że mówimy o faktach, o „prawdzie”,o tym, jak coś powinno zostać zrobione. Ale im dłużej żyję, tym bardziej widzę, że krytyka częściej opowiada historię o tym, kto ją wypowiada, niż o tym, kogo dotyczy. Krytykując, bardzo często pokazujemy jedynie, jak sami wyobrażamy sobie, że coś powinno wyglądać. Nie dlatego, że naprawdę wiemy lepiej. Częściej dlatego, że chcielibyśmy taką umiejętność mieć — ale jej nie posiadamy.
Krytyka staje się wtedy wygodną zasłoną. Maskuje brak wiedzy, brak doświadczenia, brak refleksji. Staje się szybkim sposobem na podniesienie własnego ego. Na moment daje nam wrażenie przewagi. Wskazanie palcem cudzego błędu jest znacznie prostsze niż zrozumienie całego procesu, wysiłku, decyzji, porażek i ryzyka, które stoją za czyjąś pracą. W codziennym życiu widzimy efekt końcowy — słowa, obraz, działanie. Ale niewielu z nas widzi drogę, która do tego doprowadziła, a to właśnie ta droga jest najważniejsza: niepewność, poszukiwania, eksperymenty, odwaga spróbowania czegoś nowego. Ironią jest to, że im mniej wysiłku włożyliśmy, by zrozumieć twórcę, tym więcej mamy odwagi, by oceniać. Krytykujemy łatwo i szybko — bo to skrót myślowy. Zamiast dociekliwości, wybieramy osąd. Zamiast ciekawości, wybieramy protekcjonalny komentarz. A przecież krytyka bez zrozumienia nie ma wartości, to tylko echo naszych własnych ograniczeń. Warto zastanowić się, co dzieje się z człowiekiem, który próbuje tworzyć, a słyszy jedynie oceny pozbawione empatii. Kreatywność zaczyna więdnąć, wewnętrzna odwaga — ta, która pozwala ryzykować, próbować, iść pod prąd — kurczy się. Każde ostrze krytyki, które nie wynika z troski, ale z wyższości, uderza dokładnie tam, gdzie rodzi się twórczość: w wiarę w siebie. Bo aby stworzyć coś swojego, trzeba wystawić się na świat. A świat bywa surowy. Zmiana zaczyna się w chwili, gdy zamiast oceniać, zaczynamy pytać. Gdy z pozycji sędziego przechodzimy w rolę człowieka ciekawego drugiego człowieka. „Jak do tego doszedłeś?”
„Co chciałeś przekazać?” „Co było dla Ciebie najtrudniejsze?” Nagle krytyka przestaje być bronią, a staje się narzędziem zrozumienia.
Przestaje ranić — zaczyna otwierać. Przestaje niszczyć — zaczyna budować. I tu właśnie kryje się cała wartość świadomej komunikacji: nie chodzi o to, by powstrzymać się od mówienia. Chodzi o to, by mówić w taki sposób, który naprawdę pomaga, bo w świecie pełnym łatwych ocen, prawdziwą odwagą jest ciekawość, a prawdziwą mądrością — świadomość, że być może nie widzimy pełnego obrazu.
Może warto czasami zadać sobie jedno proste pytanie:
Czy krytykuję, bo naprawdę chcę pomóc… czy dlatego, że łatwiej jest mi oceniać niż zrozumieć?
To pytanie zmienia wszystko. Chętnie usłyszę Twoją perspektywę.

Adres

ARTHA Sp. Z O. O. Ulica 1 Maja 13
Lublin
20-410

Telefon

+48668104811

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ilona Rajchel Sense Flow umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij