21/01/2026
JAK RADZIĆ SOBIE Z EMOCJAMI
Ten trening możesz zacząć w KAŻDYM MOMENCIE swojego życia
Może czytasz ten tekst w chwili spokoju. A może w momencie zmęczenia, napięcia, przeciążenia. Może po kolejnej kłótni. A może wtedy, gdy w środku czujesz coś trudnego, ale nie do końca wiesz, co to jest.
Zatrzymaj się na chwilę. Weź jeden spokojny oddech. I pozwól sobie przez moment nic nie naprawiać. Tylko pobyć.
Bardzo wiele osób żyje w relacjach, w których coś regularnie je rani, drażni, frustruje albo przekracza. Mówimy o tym. Prosimy. Tłumaczymy. Czekamy na zmianę. A kiedy ona nie przychodzi — napięcie zaczyna rosnąć. I wtedy często dzieje się coś, czego później żałujemy. Pojawia się wybuch, krzyk, ostre słowa, groźby, milczenie, Ironia, zamykanie się w sobie albo zachowania, które ranią — nas samych albo ludzi, których kochamy.
W takich momentach bardzo łatwo pomyśleć:
„Gdyby on się inaczej zachował, ja bym się tak nie zdenerwował/a…”
„Gdyby ona mnie posłuchała, to by do tego nie doszło…”
„Przecież miałem/miałam powód.”
I to jest bardzo ludzkie. Tak reaguje wiele osób, które są zmęczone, niewysłuchane, przeciążone emocjonalnie.
Warto zatrzymać się przy jednej, bardzo ważnej myśli — nie po to, żeby się obwiniać, tylko po to, żeby odzyskać wpływ.
Jeśli swoje reakcje uzależniam wyłącznie od zachowania innych, to oddaję im władzę nad sobą. A to oznacza, że, każda osoba, każda sytuacja, każde drobne zdarzenie może stać się „iskrą”, która odpali wybuch.
Czasem wystarczy, zmęczenie, brak snu, niedopita kawa, źle ustawione buty w przedpokoju, zbyt wolno działający komputer, telefon, który gdzieś się zapodział,
kolejna prośba, kolejny obowiązek, kolejny „drobiazg”. I nagle okazuje się, że wszystko jest za dużo.
Wybuch jednak nigdy nie zaczyna się w chwili, w której krzyczymy.
On zaczyna się dużo wcześniej. W środku, od emocji, które nie zostały zauważone, od napięcia, które było ignorowane, od potrzeb, które od dawna są niezaspokojone.
Złość, którą widzą inni, bardzo często jest tylko „wierzchem”.
Pod nią bywa, smutek, bezsilność, lęk, poczucie bycia nieważnym, żal, wstyd, samotność. Ale żeby to zobaczyć, trzeba się tego nauczyć. A wielu z nas nikt tego nie nauczył.
Jako dzieci często słyszeliśmy,„Nie płacz”,„Nie przesadzaj”, „Nie denerwuj się”,
„Co się tak cieszysz?”, „Złość jest brzydka”, „Bądź grzeczny/a.”
Dziecko w takich warunkach robi jedyne, co potrafi — odcina się od emocji, żeby było bezpiecznie. To wtedy rodzi się przekonanie, że emocje są czymś złym, lepiej ich nie czuć, lepiej ich nie pokazywać, lepiej być „twardym” -I to działa, tylko do czasu.
Bo emocje nie znikają. One się gromadzą. Czekają. A potem znajdują ujście — często w formie wybuchu. To, że wybuchasz, nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem. To bardzo często oznacza, że zbyt długo byłeś/aś sam/a z tym, co trudne. Ale jednocześnie — i to jest równie ważne —za swoje zachowanie zawsze odpowiadamy MY, nie partner, nie dziecko, nie szef, nie okoliczności.
Jeśli krzyczę — to JA krzyczę.
Jeśli obrażam — to JA obrażam.
Jeśli grożę, popycham, wyśmiewam — to JA to robię.
I właśnie w tym miejscu, paradoksalnie, pojawia się dobra wiadomość.
Skoro to JA mam wpływ na swoje zachowanie — to JA mogę je zmienić.
Nie od razu, nie idealnie, małymi krokami. Od uczenia się, zauważania napięcia wcześniej, nazywania emocji, zadawania sobie pytania: „Co ja teraz czuję?”,
„Czego ja teraz potrzebuję?”To jest proces, to jest trening.
I naprawdę możesz go zacząć w każdym momencie życia — niezależnie od tego, ile masz lat i jak długo reagowałeś/aś inaczej.
Na koniec zapraszam Cię bardzo spokojnie do komentarzy
👉 Co najczęściej sprawia, że czujesz, jak rośnie w Tobie napięcie?
👉 Jakich emocji nauczyłeś/aś się nie pokazywać, kiedy byłeś/aś dzieckiem?
👉 Co w tym tekście poruszyło Cię najbardziej?
Jeśli chcesz — podziel się.
Twoje słowa mogą sprawić, że ktoś poczuje, że nie jest z tym sam 🤍