22/03/2023
𝗜𝗡𝗧𝗘𝗚𝗥𝗢𝗪𝗔𝗡𝗔 𝗣𝗥𝗢𝗗𝗨𝗞𝗖𝗝𝗔 𝗥𝗢𝗦́𝗟𝗜𝗡 - skąd to zamieszanie?
Oczywiście: można byłoby powiedzieć, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, ale: od początku.
Jako sadownicy, czy też ogólnie – producenci rolni – znajdujemy się w trochę dzikim okresie jeśli chodzi o regulacje prawne. Końca dobiega Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, a zaczyna się wdrażanie 𝗣𝗹𝗮𝗻𝘂 𝗦𝘁𝗿𝗮𝘁𝗲𝗴𝗶𝗰𝘇𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗱𝗹𝗮 𝗪𝘀𝗽𝗼́𝗹𝗻𝗲𝗷 𝗣𝗼𝗹𝗶𝘁𝘆𝗸𝗶 𝗥𝗼𝗹𝗻𝗲𝗷 𝗻𝗮 𝗹𝗮𝘁𝗮 𝟮𝟬𝟮𝟯–𝟮𝟬𝟮𝟳.
Dzieją się w tym rzeczy tak nielogiczne, tak skomplikowane i tak niepotrzebne, że całość trzeba będzie rozłożyć na kilka wpisów – dziś tylko o dopłatach bezpośrednich, ekoschematach i jednym z nich: 𝗣𝗿𝗼𝘄𝗮𝗱𝘇𝗲𝗻𝗶𝗲 𝗽𝗿𝗼𝗱𝘂𝗸𝗰𝗷𝗶 𝗿𝗼𝘀́𝗹𝗶𝗻𝗻𝗲𝗷 𝘄 𝘀𝘆𝘀𝘁𝗲𝗺𝗶𝗲 𝗜𝗻𝘁𝗲𝗴𝗿𝗼𝘄𝗮𝗻𝗲𝗷 𝗣𝗿𝗼𝗱𝘂𝗸𝗰𝗷𝗶 𝗥𝗼𝘀́𝗹𝗶𝗻, który na ustach sadowników przewija się przez ostatnie kilka tygodni.
Ogólna tendencja wygląda mniej więcej w ten sposób, że zmniejsza się kwota podstawowych dopłat z poziomu ~ 1060zł/ha w 2022 roku do ~ 680zł w 2023 roku. Wprowadzone zostały natomiast ekoschematy, czyli dobrowolne podejmowanie się pewnych zobowiązań mających na celu teoretyczną ochronę środowiska, promowanie zrównoważonej produkcji i jeszcze jakieś tam urzędnicze pierdoły w zamian za określony dodatek pieniężny do dopłat bezpośrednich. W praktyce sadownicy mogą zainteresować się dwoma z ekoschematów: wymieniona już Integrowana Produkcja, oraz Biologiczna Ochrona Upraw. Z tą różnicą, że Integrowana Produkcja to planowana dopłata ok. 1280zł/ha, a Biologiczna Ochrona Upraw jedynie 400zł/ha.
Zgodnie z urzędową definicją 𝘐𝘯𝘵𝘦𝘨𝘳𝘰𝘸𝘢𝘯𝘢 𝘱𝘳𝘰𝘥𝘶𝘬𝘤𝘫𝘢 𝘳𝘰𝘴́𝘭𝘪𝘯 (𝘐𝘗) 𝘫𝘦𝘴𝘵 𝘯𝘰𝘸𝘰𝘤𝘻𝘦𝘴𝘯𝘺𝘮 𝘴𝘺𝘴𝘵𝘦𝘮 𝘫𝘢𝘬𝘰𝘴́𝘤𝘪 𝘻̇𝘺𝘸𝘯𝘰𝘴́𝘤𝘪, 𝘸𝘺𝘬𝘰𝘳𝘻𝘺𝘴𝘵𝘶𝘫𝘢̨𝘤𝘺𝘮 𝘸 𝘴𝘱𝘰𝘴𝘰́𝘣 𝘻𝘳𝘰́𝘸𝘯𝘰𝘸𝘢𝘻̇𝘰𝘯𝘺 𝘱𝘰𝘴𝘵𝘦̨𝘱 𝘵𝘦𝘤𝘩𝘯𝘪𝘤𝘻𝘯𝘺 𝘪 𝘣𝘪𝘰𝘭𝘰𝘨𝘪𝘤𝘻𝘯𝘺 𝘸 𝘶𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪𝘦, 𝘰𝘤𝘩𝘳𝘰𝘯𝘪𝘦 𝘳𝘰𝘴́𝘭𝘪𝘯 𝘪 𝘯𝘢𝘸𝘰𝘻̇𝘦𝘯𝘪𝘶 𝘰𝘳𝘢𝘻 𝘻𝘸𝘳𝘢𝘤𝘢𝘫𝘢̨𝘤𝘺𝘮 𝘴𝘻𝘤𝘻𝘦𝘨𝘰́𝘭𝘯𝘢̨ 𝘶𝘸𝘢𝘨𝘦̨ 𝘯𝘢 𝘰𝘤𝘩𝘳𝘰𝘯𝘦̨ 𝘴́𝘳𝘰𝘥𝘰𝘸𝘪𝘴𝘬𝘢 𝘪 𝘻𝘥𝘳𝘰𝘸𝘪𝘦 𝘭𝘶𝘥𝘻𝘪.
𝘜𝘤𝘻𝘦𝘴𝘵𝘯𝘪𝘤𝘵𝘸𝘰 𝘸 𝘴𝘺𝘴𝘵𝘦𝘮𝘪𝘦 𝘐𝘗 𝘱𝘰𝘻𝘸𝘢𝘭𝘢 𝘯𝘢 𝘰𝘵𝘳𝘻𝘺𝘮𝘢𝘯𝘪𝘦 𝘻𝘥𝘳𝘰𝘸𝘦𝘫 𝘻̇𝘺𝘸𝘯𝘰𝘴́𝘤𝘪 𝘱𝘰𝘤𝘩𝘰𝘥𝘻𝘦𝘯𝘪𝘢 𝘳𝘰𝘴́𝘭𝘪𝘯𝘯𝘦𝘨𝘰, 𝘸 𝘬𝘵𝘰́𝘳𝘦𝘫 𝘯𝘪𝘦 𝘻𝘢𝘯𝘰𝘵𝘰𝘸𝘢𝘯𝘰 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘬𝘳𝘰𝘤𝘻𝘦𝘯́ 𝘥𝘰𝘱𝘶𝘴𝘻𝘤𝘻𝘢𝘭𝘯𝘺𝘤𝘩 𝘱𝘰𝘻𝘪𝘰𝘮𝘰́𝘸 𝘱𝘰𝘻𝘰𝘴𝘵𝘢ł𝘰𝘴́𝘤𝘪 𝘴́𝘳𝘰𝘥𝘬𝘰́𝘸 𝘰𝘤𝘩𝘳𝘰𝘯𝘺 𝘳𝘰𝘴́𝘭𝘪𝘯, 𝘮𝘦𝘵𝘢𝘭𝘪 𝘤𝘪𝘦̨𝘻̇𝘬𝘪𝘤𝘩, 𝘢𝘻𝘰𝘵𝘢𝘯𝘰́𝘸 𝘪 𝘪𝘯𝘯𝘺𝘤𝘩 𝘱𝘪𝘦𝘳𝘸𝘪𝘢𝘴𝘵𝘬𝘰́𝘸 𝘰𝘳𝘢𝘻 𝘴𝘶𝘣𝘴𝘵𝘢𝘯𝘤𝘫𝘪 𝘴𝘻𝘬𝘰𝘥𝘭𝘪𝘸𝘺𝘤𝘩. 𝘗𝘰𝘵𝘸𝘪𝘦𝘳𝘥𝘻𝘦𝘯𝘪𝘦𝘮 𝘸𝘺𝘴𝘰𝘬𝘪𝘦𝘫 𝘫𝘢𝘬𝘰𝘴́𝘤𝘪 𝘱𝘭𝘰𝘯𝘰́𝘸 𝘱𝘰𝘤𝘩𝘰𝘥𝘻𝘢̨𝘤𝘺𝘤𝘩 𝘻 𝘐𝘗 𝘫𝘦𝘴𝘵 𝘤𝘦𝘳𝘵𝘺𝘧𝘪𝘬𝘢𝘵 𝘪 𝘻𝘢𝘴𝘵𝘳𝘻𝘦𝘻̇𝘰𝘯𝘺 𝘻𝘯𝘢𝘬 𝘐𝘗.
Zgodnie z praktyką jest to w zasadzie certyfikat o 𝐳𝐞𝐫𝐨𝐰𝐞𝐣 wartości w obrocie żywnością. Z mojego doświadczenia wynika, że jest on potrzebny 𝘁𝘆𝗹𝗸𝗼 do uzyskania dodatkowych bonusów starając się o jakieś inne dofinansowanie. Przez 5 lat posiadania takiego certyfikatu nie zauważyłem, żeby przyniósł mi jakiekolwiek korzyści w handlu hurtowym ani detalicznym. Nie wiem jakich innych słów użyć, żeby to trafnie opisać, ale jestem zmuszony chyba powiedzieć, że każdy miał to w dupie, czy jest ten papier czy nie. Oczywiście – ktoś może napisać, że jest to certyfikat wymagany w grupach producenckich, czy też w handlu z marketami czy zagranicą. Prawda jest niestety taka, że większość organizacji producenckich jest i tak głównie firmami handlowymi, gdzie udziałowcy mają papier, bo muszą, a skąd jest jabłko to do końca nie wiadomo. Certyfikat IPO można porównać chyba do CV. Można mieć super papiery, czy to CV, czy IPO. Tylko jak przyjdziesz na rozmowę kwalifikacyjną i będziesz debilem to nic Cię nie obroni. Certyfikat z IPO ocenia tylko 𝗽𝗿𝗼𝗰𝗲𝘀 𝗽𝗿𝗼𝗱𝘂𝗸𝗰𝗷𝗶 a nie rezultat, dlatego też samo jego posiadanie nie gwarantuje żadnej jakości owoców. Tak samo możesz być geniuszem bez żadnego CV i znaleźć super miejsce do rozwoju, jak możesz wyprodukować super jabłko bez certyfikatu.
Kiedy już kojarzymy, o co mniej więcej tu chodzi pora odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania:
- 𝗰𝗼 𝗯𝗶𝗲𝗿𝘇𝗲𝗺𝘆 𝗻𝗮 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 𝗽𝗿𝗼𝘄𝗮𝗱𝘇𝗮̨𝗰 𝗰𝗲𝗿𝘁𝘆𝗳𝗶𝗸𝗼𝘄𝗮𝗻𝗮̨ 𝘂𝗽𝗿𝗮𝘄𝗲̨?
- 𝗰𝘇𝘆 𝗯𝗲̨𝗱𝘇𝗶𝗲 𝘁𝗼 𝘄𝗮𝗿𝘁𝗲 𝘁𝗲𝗴𝗼 𝘇𝗮𝗺𝗶𝗲𝘀𝘇𝗮𝗻𝗶𝗮?
W przypadku pierwszego pytania powieje nudą, ale będą to zagadnienia wprost z 𝗠𝗲𝘁𝗼𝗱𝘆𝗸𝗶 𝗜𝗻𝘁𝗲𝗴𝗿𝗼𝘄𝗮𝗻𝗲𝗷 𝗣𝗿𝗼𝗱𝘂𝗸𝗰𝗷𝗶 𝗝𝗮𝗯ł𝗲𝗸 𝘇𝗮𝘁𝘄𝗶𝗲𝗿𝗱𝘇𝗼𝗻𝗲𝗷 𝗻𝗮 𝗽𝗼𝗱𝘀𝘁𝗮𝘄𝗶𝗲 𝗮𝗿𝘁. 𝟱𝟳 𝘂𝘀𝘁. 𝟮 𝗽𝗸𝘁 𝟮 𝘂𝘀𝘁𝗮𝘄𝘆 𝘇 𝗱𝗻𝗶𝗮 𝟴 𝗺𝗮𝗿𝗰𝗮 𝟮𝟬𝟭𝟯 𝗿. 𝗼 𝘀́𝗿𝗼𝗱𝗸𝗮𝗰𝗵 𝗼𝗰𝗵𝗿𝗼𝗻𝘆 𝗿𝗼𝘀́𝗹𝗶𝗻 (𝗗𝘇.𝗨. 𝘇 𝟮𝟬𝟮𝟬 𝗿. 𝗽𝗼𝘇. 𝟮𝟬𝟵𝟳 𝘇𝗲 𝘇𝗺.) 𝗽𝗿𝘇𝗲𝘇 𝗚ł𝗼́𝘄𝗻𝗲𝗴𝗼 𝗜𝗻𝘀𝗽𝗲𝗸𝘁𝗼𝗿𝗮 𝗢𝗰𝗵𝗿𝗼𝗻𝘆 𝗥𝗼𝘀́𝗹𝗶𝗻 𝗶 𝗡𝗮𝘀𝗶𝗲𝗻𝗻𝗶𝗰𝘁𝘄𝗮. Wymienię niektóre zagadnienia, żeby można było do nich zaglądać przeglądając mój komentarz na ten temat. Są to pytania, na które odpowiedź brzmi: „tak”, lub „nie”, więc nie ma co za bardzo zastanawiać się nad odpowiedziami myśląc o własnym gospodarstwie. Piszę o tym dlatego, że wszędzie widzimy tylko informację o dodatkowych pieniądzach, a prawie nigdzie nie ma o tym, co za tym idzie. Poniższe wytyczne są obligatoryjne od 2024 roku, ale na szkoleniach tegorocznych lista wygląda jak poniżej.
𝗟𝗜𝗦𝗧𝗔 𝗢𝗕𝗟𝗜𝗚𝗔𝗧𝗢𝗥𝗬𝗝𝗡𝗬𝗖𝗛 𝗖𝗭𝗬𝗡𝗡𝗢𝗦́𝗖𝗜 𝗜 𝗭𝗔𝗕𝗜𝗘𝗚𝗢́𝗪 𝗪 𝗦𝗬𝗦𝗧𝗘𝗠𝗜𝗘 𝗜𝗡𝗧𝗘𝗚𝗥𝗢𝗪𝗔𝗡𝗘𝗝 𝗣𝗥𝗢𝗗𝗨𝗞𝗖𝗝𝗜 𝗝𝗔𝗕Ł𝗘𝗞
𝘞𝘺𝘮𝘢𝘨𝘢𝘯𝘪𝘢 𝘱𝘰𝘥𝘴𝘵𝘢𝘸𝘰𝘸𝘦 (𝘻𝘨𝘰𝘥𝘯𝘰𝘴́𝘤́ 100% 𝘵𝘫. 20 𝘱𝘶𝘯𝘬𝘵𝘰́𝘸)
1. Wykonywanie analizy gleby z każdej kwatery pod kątem odczynu oraz zawartości materii organicznej i przyswajalnego fosforu, potasu i magnezu - na glebach lekkich minimum raz na 3 lata, a na glebach cięższych – minimum raz na 4 lata
2. Stosowanie środków odkwaszających, nawozów mineralnych/organicznych lub środków poprawiających właściwości gleby zawierających azot, fosfor, potas i/lub magnez, na podstawie wyników analizy gleby, liści i oceny wizualnej kondycji roślin
3. Stosowanie nawozów mineralnych zawierających niezbędne mikroskładniki, na podstawie wyników analizy liści lub oceny wizualnej liści i owoców
4. Stosowanie herbicydów tylko pod koronami drzew. Szerokość pasów herbicydowych nie powinna być większa niż 1,80 m
5. Na plantacjach starszych niż trzyletnie zabronione jest stosowanie herbicydów doglebowych
6. W przypadku wystąpienia zarazy ogniowej, zgorzeli kory i raka drzew owocowych usuwanie organów lub całych drzew
7. Ograniczanie źródła infekcji powodowanych przez Venturia inaequalis, sprawcy parcha jabłoni, poprzez opryskiwanie 5% roztworem mocznika w okresie opadania liści
8. Usuwanie drzew porażonych fitoplazmą proliferacji (miotlastość) jabłoni
9. Regularne monitorowanie, od wczesnej wiosny, szkodników (przędziorków, mszyc, zwójkówek, miodówek, kwieciaka jabłkowca, owocnicy jabłkowej) w przypadku ich wystąpienia w sadzie.
10. Decyzję o konieczności wykonania zabiegu zwalczającego szkodniki podejmować w oparciu o progi zagrożenia z uwzględnieniem, w pierwszej kolejności, zabiegów przed kwitnieniem
11. Włączenie do zwalczania mszyc preparatów o działaniu mechanicznym/fizycznym.(przynajmniej jeden z wykonanych zabiegów powinien być wykonany takim preparatem)
12. Wprowadzenie i monitorowanie obecność introdukowanych do sadu drapieżnych roztoczy z rodziny dobroczynkowatych (Phytoseiidae)
13. Włączenie do zwalczania przędziorków i szpecieli preparatów o działaniu mechanicznym/fizycznym (przynajmniej jeden z wykonanych zabiegów powinien być wykonany takim preparatem)
14. Monitorowanie występowania zwójki koróweczki, przeziernika jabłoniowca, owocówki jabłkóweczki oraz zwójki siatkóweczki, zwójki bukóweczki, wydłubki oczateczki przeprowadzać z użyciem pułapek z feromonem
15. Włączenie (przynajmniej jeden z wykonanych zabiegów powinien być wykonany takim preparatem) do programu ochrony przed szkodnikami tj. zwójki koróweczki, owocówki jabłkóweczki oraz zwójki siatkóweczki, zwójki bukóweczki, wydłubki oczateczki zarejestrowanych preparatów mikrobiologicznych
16. Monitorowanie występowania owocnicy jabłkowej z użyciem białych pułapek lepowych
17. Stworzenie odpowiednich warunków do obecności ptaków drapieżnych, tj. ustawienie tyczek spoczynkowych w ilości przynajmniej 1 na 5 ha, a w przypadku większych plantacji – kilku sztuk
18. Umieszczenie „domków” dla murarek lub kopców dla trzmieli w ilości przynajmniej 1 na 5 ha, a w przypadku większych plantacji – kilku sztuk.
19. Notowanie sumy dobowych opadów w całym okresie stosowania środków ochrony roślin
20. Rejestrowanie wartości temperatury bezpośrednio przed rozpoczęciem i po zakończeniu zabiegu ochrony roślin
To jest dopiero 𝗽𝗶𝗲𝗿𝘄𝘀𝘇𝗮 część wymogów – można przyjąć, że to jest ta strona bardziej techniczna. Kolejne listy to między innymi taka, którą możemy nazwać bardziej teoretyczną, bo występują tam głównie pytania typu: czy producent posiada aktualne szkolenie? Czy w gospodarstwie przechowywane są wszystkie wymagane dokumenty? Czy notatnik jest prowadzony prawidłowo i na bieżąco? Czy producent ogranicza liczbę zabiegów do niezbędnego minimum? Czy przestrzegane są warunki bezpiecznego stosowania środków ochrony? Czy maszyny są utrzymane w dobrym stanie technicznym? I kolejne, gdzie trzeba uzyskać odpowiednio 20 i 50% punktów. Na tych trzech nie będę się za bardzo skupiał, bo wiadomo jak jest – w przypadku tych teoretycznych zagadnień zawsze odpowiadamy, że tak, wszystko jest jak należy, a w przypadku list gdzie tylko część punktów trzeba uzyskać, to myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. W każdym razie całość do przejrzenia na stronie PIORIN-u: http://piorin.gov.pl/publikacje/metodyki-ip/
Większe wymagania i 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱𝗼𝗽𝗼𝗱𝗼𝗯𝗻𝗶𝗲 prawdopodobnie większe problemy będzie stwarzała lista warunków, które wymieniłem. To w wielu przypadkach będzie wymagało dodatkowych nakładów w gospodarstwach na zakup np. pułapek feromonowych. Może i ta lista wydaje się być nieco upierdliwa, ale po pierwsze kilka punktów z tego praktycznie się powtarza, a po drugie, nawet jak ktoś jest z automatu niechętnie do tego nastawiony, to nie polecam z automatu oceniać tego jednoznacznie negatywnie. W mojej ocenie każde gospodarstwo, które jest więcej niż średnio-ogarnięte i tak większość z tych warunków spełnia. Nie można też nie wspomnieć o tym, że po prostu warto robić takie rzeczy jak badania gleby, żeby dla przykładu nie wysiać drogiego nawozu wieloskładnikowego, a uzupełnić pojedyncze pierwiastki. Może się okazać, że dostosowanie się do wymogów Integrowanej Produkcji przyniesie pozytywne rezultaty, kiedy ktoś wykona zabiegi na postawie skutecznego monitoringu szkodnika, a nie na podstawie tego, czy sąsiad już wyjechał.
𝗖𝘇𝘆 𝘁𝗼 𝗯𝗲̨𝗱𝘇𝗶𝗲 𝘄𝗮𝗿𝘁𝗲 𝘁𝗲𝗴𝗼 𝘇𝗮𝗺𝗶𝗲𝘀𝘇𝗮𝗻𝗶𝗮?
Mówiąc tylko o wartości pieniężnej trzeba odpowiedzieć, że teoretycznie tak. Sam koszt certyfikacji to pewnie średnio 2000zł rocznie, pozostałe wymogi w przypadku średniej wielkości gospodarstwa spełnimy za max 3000zł. Planowane dopłaty są na poziomie 1300zł/ha, więc zaokrąglając każdy, kto ma więcej niż 4ha będzie na plus. Tak wygląda to na pierwszy rzut oka, dopóki nie zajrzymy do budżetu ekoschematów.
Na Integrowaną Produkcję budżet wynosi ok, 8,1 mln euro rocznie, co przy dodatku na poziomie 292 euro/ha daje kasy na 25-30 tysięcy hektarów. Biorąc pod uwagę, że samych sadów mamy w Polsce pewnie ponad 170 tysięcy hektarów to jakoś się to nie kalkuluje, a gdzie jeszcze wszystkie pozostałe uprawy. W historii dofinansowań bywało już tak, że jak z jednego programu zostało pieniędzy to następował transfer pieniędzy na inny program, ale bywało też tak, że z obiecanych 500zł na hektar zostawała stówka. Znając poczynania Unii Europejskiej od 2015 roku wcale nie zdziwiłaby mnie sytuacja, gdzie mamy wypełnić segregator dokumentów, spełnić listę wymagań, ograniczyć produkcję, przeorganizować sobie pracę, żeby dostać 𝗺𝗻𝗶𝗲𝗷 dopłaty niż bez tego 🥳
𝗖𝘇𝘆 𝘁𝗼 𝗱𝗼𝗯𝗿𝘆 𝗸𝗶𝗲𝗿𝘂𝗻𝗲𝗸 𝘇𝗺𝗶𝗮𝗻?
Bonusowe pytanie, bonusowa odpowiedź.
O ile z pewnością będą przypadki, gdzie wprowadzenie certyfikatu coś poprawi, to nie oszukujmy się, że część wymogów, albo część gospodarstw będzie spełniało je tylko teoretycznie. Osobną sprawą jest cała polityka europejskiego zielonego ładu. Nie chce się powtarzać o tym, że wszelkie przepisy są stwarzane przez ludzi nie mających żadnego pojęcia o tym co tworzą, ale jeszcze gorszą sprawą jest to, że nie ponoszą oni żadnych konsekwencji za każdy niewypał spośród ich pomysłów.
Europejski rynek ze względu na wysokie restrykcje jest bardzo mało atrakcyjny dla producentów środków ochrony roślin. TYLKO 3% światowego rynku insektycydów to Unia Europejska. Przez ostatnie 8 lat w UE pojawiły się 4 nowe substancje, a światowo to 20 substancji w ostatnich 5 latach. Być może ktoś pomyśli, że w sumie to fajnie. Ale po pierwsze, upraszczając – jak nie będzie produkcji w europie, to będziemy sprowadzać żywność z innych zakątków, gdzie wszystkie środki są dostępne. Czyli nie dość, że będzie drożej to będzie gorzej.
Być może ktoś pomyśli, że fajnie, bo będzie eko. Niestety, ale rolnictwo ekologiczne nie patrzy na to, czy jakaś substancja jest zabójcza dla organizmów pożytecznych, ale na to, czy jest naturalna. Dla porównania przykład z jednym z najbardziej uciążliwych szkodników – mszycy.
W rolnictwie konwencjonalnym można póki co zastosować substancję flonikamid, który zwalcza mszyce, przeszedł całą skomplikowaną procedurę rejestracyjną, ma minimalne oddziaływanie na organizmy pożyteczne, jest wysoce zaawansowanym i wysoce selektywnym środkiem.
W rolnictwie ekologicznym popularnym środkiem jest Neem, czyli olejek z miodli indyjskiej. Potwierdzam, testowałem, skuteczny. Czy jednak, kiedy czytam ulotkę i widzę, że: zwalcza ziemiórki, mączliki, owady ssące, gryzące oraz minujące liście na roślinach ozdobnych, a także warzywach, ziołach i jabłoni – to czy wtedy nie powinna się zapalić jakaś lampka ostrzegawcza, że to w sumie zabija w sadzie wszystko, co się rusza?
Z jednej strony wspomniałem o tym, że większość z tych wymagań jest spełniona w dużych, czy też ogarniętych gospodarstwach. Jednocześnie te mniejsze, czy te mniej ogarnięte mogą się oburzać, że to znowu kasa dla bogatych i dla tych dużych. Tak już było w przypadku innych programów, co jest tematem na osobny wpis, ale chciałbym tylko zwrócić uwagę, na to, czy naprawdę swój majątek należy opierać na tym, czy się dostanie kilka stów do hektara, czy to jednak nie tędy droga? Obserwując co się dzieje od kilku, czy też kilkunastu lat wiemy już dokładnie, że wszystkie te urzędnicze działania w większości są teoretyczne, w praktyce nie mają pożytecznego wpływu na środowisko, a prawdopodobnie na przykładzie Integrowanej Produkcji masa rolników przekona się, że za masę obowiązków dostanie mniej pieniędzy. Już teraz, kiedy jeszcze nie dostaje się bonusów do certyfikacji prawie 100% próbek żywności w Polsce spełnia normy jakości. W oficjalnych dokumentach odnośnie zielonego ładu napisane jest, że polskie rolnictwo jest przyjazne dla środowiska. Już teraz mamy kilkukrotnie mniejsze użycie pestycydów niż bardziej intensywne gospodarki zachodniej europy. Chyba już każdy widzi, że to nie jest po to, aby było nam lepiej.
Kilka stów do hektara w większości gospodarstw nie zmieni nic, więc czy to nie pora ochłonąć i stwierdzić, że im szybciej pozbędziemy się tej machiny urzędniczej, tym lepiej? 🧐
Podziękowania dla IPSAD Instytut Praktycznego Sadownictwa oraz indywidualnie Marcin Wińkowski