23/07/2026
Lipiec był/ jest miesiącem, który z wyjątkową konsekwencją pokazywał mi, że nawet wtedy, kiedy człowiek ma wszystko zaplanowane, uporządkowane i rozpisane niemal co do dnia, rzeczywistość potrafi wejść bez pukania, przewrócić cały plan do góry nogami i jeszcze sprawdzić, czy po tym wszystkim nadal będziesz miała siłę się podnieść.
Na początku miesiąca dopadła mnie choroba, przez którą całkowicie straciłam głos, nie mogłam nagrywać materiałów, prowadzić komunikacji ani pracować w taki sposób, w jaki zwykle pracuję, a kiedy wydawało mi się, że po kilku dniach sytuacja zaczyna wracać do normy, przestała działać moja strona internetowa, ponieważ zainstalowałam wtyczkę, która miała coś usprawnić, a zamiast tego rozwaliła więcej, niż powinna.
Później uruchomiłam kurs, nad którym pracowałam przez kilka tygodni, jednak pojawiły się problemy techniczne i niestety kurs musiał zostać wstrzymany do czasu, aż wszystko będzie funkcjonowało dokładnie tak, jak powinno.
I zanim zdążyłam porządnie zamknąć jeden temat, ponownie dopadła mnie choroba, tym razem bardzo silne zapalenie zatok, przez które znowu całkowicie straciłam głos i przez kilka dni dosłownie nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
To była już kolejna choroba w jednym miesiącu, kolejny przymusowy przystanek i kolejna sytuacja, w której wszystkie plany trzeba było odłożyć, niezależnie od tego, ile pracy zostało wcześniej wykonane i jak bardzo chciałam działać dalej.
A kiedy mogłam już pomyśleć, że limit lipcowych atrakcji został wyczerpany, moja domena Malgorzatadurczyk.no praktycznie z dnia na dzień przestała funkcjonować.
I właśnie w takich momentach człowiek może usiąść, zacząć się nad sobą użalać, powtarzać, że wszystko idzie pod górę i uznać, że skoro kilka rzeczy posypało się jednocześnie, to najwyraźniej należy się wycofać.
Tylko że to jest najgorsza decyzja, jaką można wtedy podjąć.
Nie każdy trudny miesiąc jest znakiem, że trzeba zrezygnować, ponieważ czasami jest dokładnie odwrotnie i cała ta seria zdarzeń ma człowieka brutalnie zmusić do tego, żeby przestał trzymać się rozwiązań, które już dawno przestały być wystarczające.
W biznesie bardzo łatwo wmówić sobie, że awaria strony, wstrzymany produkt, kolejna choroba czy utrata domeny oznaczają katastrofę, podczas gdy z odpowiedniej perspektywy okazuje się, że to wcale nie jest koniec świata, tylko kilka wyjątkowo niewygodnych sytuacji, które trzeba rozwiązać jedna po drugiej.
Czasami naprawdę trzeba powiedzieć: pi****yć ten plan, skoro właśnie przestał mieć zastosowanie, i zamiast kurczowo próbować odtworzyć wszystko dokładnie w tej samej formie, należy zbudować to od nowa, tylko lepiej, szerzej i na zupełnie innym poziomie.
Dlatego nie zamierzam traktować lipca jak miesiąca porażki, ponieważ byłoby to absurdalne uproszczenie, które kompletnie pomija fakt, że właśnie ten miesiąc przyspieszył decyzje, które i tak miały zostać podjęte w drugiej połowie tego roku oraz w kolejnych etapach rozwoju mojej działalności.
Domena Malgorzatadurczyk.no zamyka swój rozdział, natomiast marka przechodzi pod adres Malgorzatadurczyk.com, który daje mi znacznie większe możliwości rozwoju, pozwala myśleć szerzej niż tylko o jednym rynku i porządkuje kierunek, w którym od dawna chciałam iść.
To nie jest zamiana jednej domeny na drugą wyłącznie dlatego, że coś przestało działać, lecz świadome przejście do kolejnego etapu, które prawdopodobnie odkładałabym jeszcze przez jakiś czas, gdyby lipiec nie postanowił walnąć pięścią w stół i powiedzieć mi, że dłużej nie ma na co czekać.
Bardzo często patrzymy na jedne zamknięte drzwi i robimy z tego wydarzenie niemal tragiczne, podczas gdy właśnie w tym samym momencie otwiera się nie jedna nowa możliwość, lecz kilka kolejnych, których wcześniej nie dostrzegaliśmy tylko dlatego, że byliśmy zbyt zajęci utrzymywaniem starego układu.
Nie nad wszystkim mamy kontrolę i im szybciej właściciel firmy przestanie udawać przed sobą, że przewidzi każdą awarię, chorobę, decyzję systemu i techniczną niespodziankę, tym szybciej zacznie prowadzić biznes dojrzale, zamiast jedynie obsesyjnie pilnować planu.
Dojrzałość nie polega na tym, że nic Cię nie przewróci, ponieważ prędzej czy później coś przewróci każdego, lecz na tym, że nawet kiedy leżysz na kolanach i przez moment nie masz siły zrobić kolejnego kroku, nadal rozumiesz, że dopóki jesteś, dopóty nic nie jest ostatecznie przegrane.
Czasami trzeba się zatrzymać nie dlatego, że się rezygnuje, ale dlatego, że dalsze bieganie w tym samym kierunku byłoby zwyczajnie głupie, a kilka dni ciszy, uporządkowania i całkowitego resetu może dać więcej niż miesiąc desperackiego udowadniania wszystkim, że nadal nad wszystkim panujesz.
Ostatnie dni lipca wykorzystuję właśnie na takie zatrzymanie, ponieważ potrzebuję odzyskać siłę, uporządkować wszystkie rozpoczęte działania, zamknąć rozwiązania, które przestały mi służyć, i przygotować się do wejścia w sierpień bez bagażu tego, co już się skończyło.
Od sierpnia nie wracam po to, żeby kontynuować wszystko dokładnie tak samo, ponieważ po takim miesiącu powrót do starego sposobu działania byłby kompletnym zmarnowaniem lekcji, którą dostałam.
Wracam po to, żeby wejść w nowy etap mocniej, szerzej, spokojniej i z jeszcze większą świadomością, że czasami coś musi się rozsypać, żeby człowiek wreszcie przestał to naprawiać i zaczął budować coś znacznie większego.
Ściskam
Gosia 🍀