22/05/2026
Powiem to tylko raz.
Nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę żadnym „influ”.
Jak ja tego słowa, k***a, nie znoszę.
Zanim wszedłem w świat remontów, moją pasją były rajdy samochodowe i filmowanie.
Rajdy zostały już za mną, ale nagrywanie zostało do dziś i robiłem to jeszcze zanim internet był zalany „influencerami”.
I właśnie dlatego śmieszą mnie komentarze ludzi, którzy myślą, że jak ktoś bierze kamerę do ręki, to automatycznie przestaje być fachowcem.
„Ty jesteś influencer, a nie budowlaniec"
No jasne.
Bo przecież człowiek nie może jednocześnie robić roboty, mieć doświadczenia i jeszcze pokazywać tego innym.
Niektórzy chyba nadal żyją w czasach, gdzie wiedzy pilnowało się jak tajemnicy. państwowej, a człowiek miał się wszystkiego domyślać metodą prób i błędów.
Dobrze ostatnio mój kolega Michał Szczytyński powiedział.
Gdyby nie internet i ludzie, którym chciało się poświęcać swój czas na nagrywanie, pokazywanie błędów, rozwiązań i własnych doświadczeń, to o połowie rzeczy nawet byście nie słyszeli. I ja podpisuje się także pod tymi słowami.
I nawet nie mówię tutaj o sobie, tylko ogólnie o ludziach z branży, którzy zamiast siedzieć cicho, wolą coś pokazać i komuś pomóc.
Bo może kiedyś znowu zatoczymy koło i wiedzy będziecie musieli szukać sami a my wykonawcy z pasją do nagrywek wyjdziemy z tych platform zgniłych od tego marudzenia i ciągłego niezadowolenia.
I wtedy nagle okaże się, że ci „influ... tfu... budowlańcy jednak do czegoś się przydawali.