17/09/2026
NIKT ZA NAS TEGO NIE ZROBI
„Tak, boję się.
Tak, nie chcę.
Tak, wolałabym, żeby ktoś zrobił to za mnie”.
„Ale zrobię ten pierwszy krok.”
Jest taka przypowieść o człowieku, który żalił się Mistrzowi:
„Gdzie byłeś? Widzę, że byłeś przy mnie, ale dopiero od drugiego kroku.”
Mistrz odpowiedział:
„Bo pierwszy krok musiałeś zrobić sam.”
I właśnie od tego warto zacząć.
Nie od dyscypliny.
Nie od presji.
Nie od: „weź się w garść”.
Czasem też najpierw jeszcze należy uznać:
mam dość.
Dość.
DOŚĆ.
Dość pamiętania.
Dość decydowania.
Dość załatwiania.
Dość pilnowania.
Dość kolejnych spraw, które „trzeba”.
Czasami człowiek ma ochotę wszystko wysłać w cholerę.
Nie dlatego, że jest leniwy.
Tylko dlatego, że jest zmęczony tym, że ciągle coś wymaga uwagi, decyzji, telefonu, maila, terminu, pieniędzy, odpowiedzialności.
I wtedy pojawia się fantazja:
żeby tego po prostu nie było.
Żeby ta sprawa zniknęła.
Żeby nie trzeba było dzwonić.
Pisać.
Płacić.
Wybierać.
Ustalać.
Rozwiązywać.
Mierzyć się.
Albo jeszcze lepiej:
zapłacić komuś i powiedzieć:
„Weź to. Zrób. Załatw. Zdejmij to ze mnie. Wykonaj. Nie chcę już o tym myśleć.”
I czasami naprawdę można.
Można delegować.
Można kupić usługę.
Można poprosić o pomoc.
Można oddać część ciężaru komuś, kto zrobi coś szybciej, lepiej albo po prostu za nas.
I to też jest dojrzałość.
Nie wszystko trzeba robić samemu tylko po to, żeby udowodnić sobie, że się potrafi.
Ale nie wszystko da się oddać.
Nie każdą decyzję można zlecić.
Nie każdą rozmowę ktoś odbędzie za nas.
Nie każde „tak” i nie każde „nie” da się delegować.
I właśnie tutaj bardzo często pojawia się prokrastynacja.
Nie dlatego, że nie chce nam się zrobić jednej rzeczy.
Tylko dlatego, że wiemy, że za tą jedną rzeczą stoi pięć następnych.
Jeden telefon uruchomi serię ustaleń.
Jedna decyzja pociągnie kolejne.
Jedno zadanie nie zamknie listy, tylko otworzy następną część.
I jakaś część nas mówi:
„Nie. Nie chcę już niczego uruchamiać.”
Chcemy, żeby ktoś wiedział za nas.
Żeby ktoś podjął decyzję.
Żeby ktoś powiedział:
„Idź tędy.”
Żeby ktoś zdjął z nas choć na chwilę ciężar wybierania, planowania, pamiętania i doprowadzania wszystkiego do końca.
I to pragnienie jest bardzo ludzkie.
Nie zawsze chcemy być silni.
Nie zawsze chcemy być zaradni.
Nie zawsze chcemy być tymi, którzy wszystko ogarniają.
Czasami naprawdę chcemy tylko usłyszeć:
„Daj. Ja się tym zajmę.”
I dlatego tak długo odkładamy.
Czekamy na więcej siły.
Na lepszy moment.
Na znak.
Na pewność.
Na zgodę.
Na to, że przestaniemy się bać.
Albo po cichu na tę gwiazdkę, która spadnie i sprawi, że cała sprawa zniknie.
Tylko że ona najczęściej nie spada.
I wtedy przychodzi ten trudny moment dorosłości:
zobaczyć, co naprawdę można oddać, a co jednak należy do nas.
Ktoś może pomóc.
Może przejąć część ciężaru.
Może podać rękę.
Może zrobić bardzo dużo.
Ale czasami zostaje jedna rzecz, której nikt za nas nie wykona.
Jedna decyzja. Pierwsza decyzja.
Jedna rozmowa. Pierwsza rozmowa.
Jedno „tak”. Pierwsze „tak”.
Jedno „nie”. Pierwsze „nie”.
Jeden telefon.
Jeden mail.
Jedno rozpoczęcie.
Pierwszy raz 💪
I właśnie dlatego pierwszy krok jest tak ważny.
Nie dlatego, że rozwiązuje wszystko.
Tylko dlatego, że przerywa bezruch.
A potem robi się następny.
I następny.
Nie wszystko naraz.
Nie całe życie.
Tylko to, czego naprawdę nie da się już oddać komuś innemu.
Bo nie wszystko musisz zrobić sama.
Ale to, czego nie możesz delegować, w końcu będzie czekało właśnie na Ciebie.
Grażyna Szatkowska