09/02/2020
Maski.
Wszyscy je nosimy, to element codzienności.
Ludzie zakładają maski z dwóch powodów: żeby coś ukryć lub żeby coś zyskać. O ile jest to kwestia ochrony swojego ego, siebie jako osoby chcącej być postrzeganą w pewien, określony sposób, jeśli nie wyrządza to krzywdy drugiej osobie, jest akceptowalne i na swój ograniczony sposób, zdrowe.
Są jednak ludzie, którzy używają masek jak kamuflaży, chowają się za nimi, aby w swój wyrachowany i oportunistyczny sposób, oszukać a w rezultacie wykorzystać drugą osobę. Maska jest narzędziem, odpowiednio spreparowanym i przygotowanym specjalnie na potrzeby spektaklu, który ma się odgrywać przed drugą osobą, grupą osób.
Mowa tu o najgorszych, możliwych typach ludzi, zgniłych i przebiegłych manipulantach, cynicznych, oportunistycznych, wyrachowanych egoistach, traktujących innych niczym pionki w swojej grze. Drugi człowiek jest niczym innym jak środkiem do celu dla takiej osoby. Cel potrafi być różny: od wygodnego, dostatniego i bezpiecznego życia, po władzę, pieniądze czy po prostu chęć bycia górą w tej pokrętnej grze.
Dziś mowa o wilkach w owczej skórze, ludziach, którzy niczym kameleony, do perfekcji opanowali sztukę kamuflażu i wtapiania się w tło kiedy jest to niezbędne, tak, żeby w odpowiednim momencie zaatakować i zrealizować swoje cele. Są to ludzie bez zasad, przyzwoitości, skrupułów, bez tzw. kręgosłupa, bez współczucia, choć pięknie i elokwentnie potrafią się wypowiadać na temat najbardziej wzniosłych wartości w życiu. Słowo to jedno z najniebezpieczniejszych narzędzi w arsenale takiej osoby. Co ciekawe, są też ich największą zgubą, jeśli skonfrontuje się je z ich czynami i dostrzeże różnicę. Czyny są niczym papierek lakmusowy, barometr, obnażający taką osobę choć i ich potrafią używać jako broń skierowaną przeciwko innym. Potrzebne jest, aby włączyć myślenie, wyłączyć emocje, które, dzięki swym kwiecistym słowom, ten zamaskowany nikczemnik potrafi budować. Trzeba spojrzeć na detale i połączyć je w całość. Tak aby na końcu ten złotousty łotr stanął przed Tobą nagi.
Historia zna wiele takich ludzi. Raz jest to starszy, zamożny filantrop, człowiek prezentujący się jako roztropny, ciężko pracujący biznesmen, który całe swe życie poświęcił na budowaniu swojego biznesu, a także pomocy innym, gorzej sytuowanym. Pod płaszczykiem filantropi, otoczony pięknymi zdjęciami z ludźmi którym miał pomóc, dyplomami instytucji, które wsparł finansowo, czy listami z podziękowaniami, chował swoje tajemnice i prawdziwe przyczyny wyreżyserowanego dobra. Po 50 latach skrywania tajemnicy wyjdzie, że swój majątek zbił idąc na skróty, kiedy wykorzystując wojenną zawieruchę i pewne znajomości, zaczął skupować za bezcen majątki i nieruchomości swoich bogatych znajomych, którzy myśleli,że sytuacja jest chwilowa. Nie wiedzieli, że trafią do transportu, który pojedzie w jedną stronę. W końcu, kiedy skupił już wszelkie, możliwe bogactwa za bezcen, zaczął sprzedawać swoich znajomych, ponieważ, tamci płacili zbyt dobrze. Po wszystkim, kiedy wojenna zawierucha ucichłą, postanowił odkupić swoje winy i całe zło które uczynił, stając się pierwszym wśród dobrych i przyzwoitych.
Innym razem jest to partner, żona lub mąż, którym ufasz i traktujesz jak kogoś najbliższego.
Oni prezentują się Tobie jak i całemu światu jako ludzie dojrzali, poukładani, wartościowi. Prezentują swoje zasady, wrażliwość, zaangażowanie w akcje charytatywne, potrafią pięknie się wyrażać poprzez sztukę, aktywność, czasami używają do tego wiary, demonstrując bogobojność, wstręt przed demoralizacją. Grają na emocjach i układają spektakle korzystając z nowinek technicznych. Są reżyserami ściemy. Wszystko to po to, żeby Cię oszukać i odwrócić uwagę od prawdziwych zamiarów. Za zamkniętymi drzwiami, w ciemnościach w bardzo zaufanym gronie, lub wtedy, kiedy myśli, że nikt nie widzi, nie słyszy, pokazują swoją prawdziwą twarz. Oblicze zupełnie inne niż to prezentowane na co dzień.
Ci którzy krzyczą najgłośniej, mają najwięcej do ugrania.
Niektórzy ludzie są jak czarne dziury, wsysające wszystko co nie posiada swojej orbity. Robią tak, bo usilnie poszukują czegoś, co wydaje im się, że wypełni brakujący element wewnątrz nich samych. Nie mają pojęcia, że w tym równaniu nie chodzi o to co ma być dodawane ale o nich samych i to czym i kim są. Są też tacy, którzy wsysają i niszczą dla samej przyjemności robienia tego. Niektórzy po prostu lubią patrzeć, jak cały świat płonie.
Co z nimi robić?
Po pierwsze identyfikować. Nie noszą specjalnych oznaczeń, potrafią się świetnie maskować, pod płaszczykiem wielkich ideowców, szczodrych darczyńców, pięknych mówców i wzniosłych śpiewaków.
Antidotum jest jedno: usuwać. Ekologicznie ucinać i wyrzucać z życia. Miejsce śmieci jest w śmietniku.
Dla silniejszych i wytrwalszych: demaskować. Tak, żeby nikt więcej nie wpadł w ich sidła.
Powodzenia!