28/01/2022
A może by się tego w cholerę pozbyć???
Praktycznie we wszystkich spółkach, którym doradzam prędzej czy później wypływa pomysł, żeby “się tego wszystkiego w cholerę pozbyć i gdzieś wyjechać Panie Krzysztofie”.
Przyczyna jest prosta - zmęczenie. Właściciele po latach kierowania biznesem mają dość.
Stres związany z codzienną walką na firmowym froncie owocuje bezsennością, permanentnym rozdrażnieniem, czasem agresją.
Na pewnym etapie rozwijania firmy pojawia się pomysł, że “To dla dzieci, wie Pan, żeby coś miały jak ja umrę”.
Kurcze… Jeszcze żyjesz przecież!
Sukcesje w większości przypadków nijak nie wychodzą.
Dzieciaki rosną, zakładają rodziny, wyprowadzają się. Czyli nie chcą. A te, które pomagają w biznesie, często po prostu się do tego nie nadają.
Kiedyś usłyszałem, że przekazanie sterów następnemu pokoleniu wychodzi w 10% przypadków.
Z moich obserwacji wynika, że to i tak skrajnie optymistyczne podejście.
Więc może jednak sprzedaż?.
I tu też pojawia się typowa odpowiedź: “Panie, nigdy! Ta firma to przecież moje dziecko! Jak miałbym ją sprzedać?”.
Tak dla przypomnienia. Dziecko to Panie Prezesie to już masz. Nosi Twoje nazwisko, jeździ Twoim autem, bierze od Ciebie pieniądze.
Po jakimś czasie, to “nigdy” ewoluuje w “Panie Krzysztofie, gdyby ktoś mi teraz położyć na stole xx zł, to bym zapytał gdzie podpisać”.
Może więc od początku przygotować się do sprzedaży?
Z optyki transakcyjnej biznes, który prowadzimy jest po prostu produktem. Tyle, że trzeba go po prostu przygotować do sprzedaży.
Więc spółka z o.o. lub akcyjna. Jestem jeszcze ze starej szkoły, więc wierzę, że im prościej tym lepiej.
Bo sprzedawanie działalności gospodarczej, spółki osobowej czy innej komandytowej jest o wiele trudniejsze niż prostej sp. z o.o.
Więc przekształcenie.
Jeśli spółka już jest to pojawią się kolejne pytanie czy biznes jest uporządkowany. Jaka jest pozycja prezesa/właściciela. Czy o wszystkim decyduje? Czy tylko on “wie”? Czy jest struktura, czy procesy są poukładane, czy wszystko działa bez ingerencji prezesa. No i czy model biznesowy działa i czy jest zrozumiały.
Wyniki finansowe. Mówimy dość “robieniu kosztów” i zaniżaniu wyniku. Biznes powinien wykręcać przychody i zyski. Rosnące. ROS-NĄ-CE! Jak na giełdzie. Im więcej tym lepiej.
Zlikwidować wszystkie “połączenia” między spółką a prezesem i… powiedzmy jego rodziną. W iluż to firmach żony prezesów jeżdżą firmowymi samochodami… W kolejnych firmy wynajmują biura od wspólnika. W jeszcze innych fikcyjnie są zatrudnione dzieci prezesa. Że nie wspomnę o telefonach, komputerach i innych “dodatkach”, z których wszystkie idą na rachunek firmy.
To wszystko trzeba przerwać. Inwestor może nie zaakceptować, że jego samochody “gdzieś” jeżdżą i że ma “innych” pracowników.
Porządki trzeba zrobić.
Jak to wszystko będzie ogarnięte, to można zacząć przygotowania do sprzedaży firmy.
Ale o tym w kolejnym art.
Aha - jakby co - mogę pomóc. :)