31/08/2026
Deep work nie zaczyna się od wyłączenia telefonu.
U mnie zaczyna się to dużo wcześniej.
Od tego, jak się czuję.
Od tego, co dzieje się w domu.
Od tego, ile mam na głowie.
Od tego, czy mam przestrzeń, żeby naprawdę się skupić.
I coraz bardziej widzę, że wpływa na to również coś tak banalnego jak… pogoda.
Są dni, kiedy pada, jest chłodno, ciemno i mam zupełnie inny rytm pracy. Są takie, kiedy słońce i światło robią mi w głowie więcej niż kolejna kawa Ale jest jeszcze druga strona. Sytuacje prywatne również wchodzą z nami do pracy. Możemy zamknąć drzwi biura, wyciszyć telefon, otworzyć laptopa i zaplanować dwie godziny skupienia ale nie możemy jednym kliknięciem wyłączyć emocji, troski o dzieci, problemów, relacji, zmęczenia czy rzeczy, które właśnie dzieją się w naszym życiu.
I dlatego deep work traktuję dziś trochę inaczej bo nie jako dyscyplinę polegającą na tym, że muszę się skupić a jako umiejętność stworzenia sobie warunków, w których mój mózg może naprawdę pracować.
Czasem będzie to cisza i trzy godziny bez telefonu, czasem godzina, czasem spacer przed pracą a czasami decyzja: dzisiaj nie zrobię strategii, bo moja głowa jest gdzie indziej. Zrobię coś prostszego i wrócę do myślenia wtedy, kiedy będę naprawdę obecna.
Bo dobra praca czasami to lepsze warunki do myślenia. I chyba właśnie tego uczę się najbardziej - absolutnie nie walczyć ze swoim rytmem, tylko go rozumieć i dobrze wykorzystywać.
Znajdź swój rytm. Bądź swoim dyrygentem :-)
Małgorzata Trawicka