01/06/2026
Wiesz, co jest najbardziej podstępne w rekrutacji?
Że wielu właścicieli firm szuka „kogoś dobrego”… ale tak naprawdę nie umie tego sprzedać.
Albo sprzedaje to tak, że przychodzi „ktoś”, tylko nie ten.
Na 6. spotkaniu Master Mind przerobiliśmy temat, który wygląda niewinnie: ogłoszenie o pracę.
I szybko wyszło, że ogłoszenie to nie jest informacja. To jest sprzedaż rozmowy rekrutacyjnej.
Bo ogłoszenie ma zrobić jedną rzecz: sprawić, żeby właściwy człowiek chciał zadzwonić.
Podczas spotkania wydarzyły się dwie ważne rzeczy.
Pierwsza: narzędzia, które robiliśmy wcześniej (kontrakt stanowiskowy i matryca kompetencji) nagle stały się „bronią” w rozmowie.
Jeden z uczestników opowiadał, że poszedł na rozmowę przygotowany, położył na stół konkrety… i kandydat nie tylko to zrozumiał, ale wręcz chciał się pod tym podpisać.
To jest właśnie ten moment, kiedy rekrutacja przestaje być loterią.
Druga: doszliśmy do pytania, które powinno się pojawić w każdym ogłoszeniu: „No dobra, i co z tego?”
Bo „istniejemy od 1996” to jest fakt.
A kandydat i tak ma w głowie: „i co z tego dla mnie?”.
Dopiero kiedy zamienisz fakty na korzyści, ogłoszenie zaczyna działać.
Był też wątek, który wielu właścicieli może zaboleć: Większość ogłoszeń brzmi identycznie. „Młody zespół”, „miła atmosfera”, „owoce”.
Tylko że to nie przyciąga właściwych ludzi. To przyciąga przypadkowych.
A my chcemy ogłoszenia, które:
- mówi językiem właściwego kandydata,
- pokazuje realia pracy (te trudniejsze też),
- ma sensowne proporcje: nie 20 wymagań i 3 linijki „co oferujemy”.
Bo rekrutacja zaczyna się dużo wcześniej niż na rozmowie. Zaczyna się w tekście.
Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, jak to wygląda w praktyce i jak ułożyć ogłoszenie tak, żeby przyciągało właściwych ludzi - napisz do mnie wiadomość prywatną.