07/09/2026
Niby to takie proste. Jeżeli spieramy się o fakty i jedna osoba uważa, że coś jest prawdą, a druga - że nią nie jest, to wystarczy tylko znaleźć wiarygodne dane, przedstawić dowody i mamy werdykt. Czyż nie? No właśnie nie. Ponieważ prawda to jedno, a ludzkie przekonania - drugie.
🗣️⚔️
Nigdy wcześniej dostęp do informacji nie był tak banalnie prosty, szybki i powszechny. I jednocześnie nigdy wcześniej, jako społeczeństwo tak trudno nie dochodziliśmy do wspólnych wniosków w sprawach publicznych. Latami uważano, że błędne poglądy biorą się głównie z braku wiedzy, więc wystarczy tę wiedzę ludziom dostarczyć, by zmienili zdanie. Był to tzw. model deficytu informacyjnego, który, jakoś tak, nijak nie był w stanie wytrzymać konfrontacji z danymi. Tak się bowiem składa, że fakt-checking raczej rzadko prowadzi do trwałej zmiany opinii, zaś samo zetknięcie się z dobrze udokumentowanymi informacjami bardzo często doprowadza do tego, że... wcześniejsze przekonania odbiorcy umacniają się.
✔️❌
Dlaczego? Cóż, najprostsze wyjaśnienie tego smutnego fenomenu można ująć w dwóch słowach: bo mózg. Mózg to niezwykła organiczna maszyna, majstersztyk powstały w efekcie setek milionów lat ewolucyjnych potyczek. No i jakoś tak się niefortunnie składa, że pomiędzy tak zwanym prawdziwym światem, a tym, co serwuje nam mózg, jest pewna rozbieżność. W zasadzie to można powiedzieć, że to, co otrzymujemy jako produkt końcowy jest narażone na parę uogólnień i uproszczeń. Jest to tak zwane kodowanie predykcyjne i w dużym uproszczeniu oznacza ono, że mózg nieustannie przewiduje sobie, co za chwilę zobaczy, usłyszy czy poczuje, korzystając z tego, co już wie o świecie. A dopiero później konfrontuje te przewidywania z napływającymi informacjami. Dlaczego tak się dzieje? Bo jest to rozwiązanie dużo tańsze energetycznie.
📉🧠
Dla zobrazowania, wyobraźmy sobie taką oto scenkę. Wchodzisz do kuchni i kątem oka widzisz na blacie coś czerwonego. Gdyby mózg nie działał w tej swojej taniej opcji energetycznej, wówczas musiałby określić kształt, rozmiar, funkcję i znaczenie tego czegoś. Jednak, no właśnie, wcześniej widział w tym miejscu jabłko, więc zadziała tanioenergetycznie i - bazując na rachunku prawdopodobieństwa, podpowiadającym najbardziej prawdopodobny scenariusz- zakomunikuje nam: "to jabłko". Rzecz jasna, ten najbardziej prawdopodobny scenariusz nie zawsze musi się ziścić. Dlatego właśnie gdyby na stole jednak leżała czerwona piłka, wówczas przez ułamek sekundy moglibyśmy zobaczyć w niej najpierw jabłko. A dopiero później, po nadejściu skorygowanych danych, trafniej dokonać rozpoznania.
🧐🍎
To bez wątpienia wielka zaleta tego systemu. Zamiast bowiem analizować świat od podstaw za każdym razem, gdy się z nim stykamy, mózg wykorzystuje to, co już wie i sprawdza, czy rzeczywistość pasuje do jego przewidywań.
No i właśnie. Przez większość czasu mechanizm ten działa naprawdę świetnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy przewidywania nie dotyczą prostych jabłek, lecz nieco bardziej skomplikowanych bytów i niebytów: ludzi, instytucji, wydarzeń, czy informacji, które próbują podważać nasz obraz świata. Ponieważ mózg w takiej sytuacji nie tyle "patrzy" na świat i wyciąga z niego wnioski, ile nieustannie porównuje to, co dostaje, z tym, czego się spodziewał. Jeśli więc różnica jest niewielka, wówczas wszystko gra i buczy. Jeśli jednak jest duża, wtedy pojawia się zgrzyt. Ponieważ informacja nijak nie zgrywa się z modelem rzeczywistości.
➡️⬅️
I właśnie dlatego często dzieje się tak, że gdy dostajemy nowe dane, to bynajmniej nie aktualizujemy swoich przekonań. Przebudowanie modelu świata, z którym tak dobrze oswoił się już mózg kosztuje bowiem więcej niż przyznanie racji tym informacjom, które nie do końca zgrywają się z naszym przekonaniem. Dlatego właśnie kiedy do tego biologicznego, ewolucyjnego mechanizmu dokładamy algorytmy, które w każdej sekundzie podsuwają nam kolejne treści zgodne z naszymi oczekiwaniami, wówczas zaczynamy tkwić w środowisku nieustannie "karmiącym" nasz model rzeczywistości. A mózg to lubi. Bo to wiele nie kosztuje, a prawidła wszechświata, optymalizujące energię na każdym kroku, bardzo mocno go w tym wspierają.
💫📲
No i cóż. Architektura platform społecznościowych jest rezultatem konkretnych rozwiązań i decyzji technologicznych, biznesowych oraz regulacyjnych. Naukowcy sugerują więc, że obok dyskusji o tym, jak przekonać ludzi do faktów, powinna także pojawić się refleksja nad tym, jak projektować systemy, które nie będą nieustannie wzmacniały naszych poznawczych przyzwyczajeń. Dzisiejszy sposób działania algorytmów coraz wyraźniej staje się nie tylko kwestią technologiczną, ale i społeczno-polityczną. A nam coraz częściej już brakuje warunków, w których człowiek (a właściwie jego mózg) może zdobyć powód, możliwość i gotowość poznawczą na zmianę swojego zdania.
Dzisiejszy zalgorytmizowany świat potrzebuje ludzi, którzy potrafią rozpoznać ten moment, w którym mogą się mylić. I to chyba jest najważniejsze.
/Knorr, Anna, and Małgorzata Kossowska. Demokracja w epoce algorytmów. Dlaczego rzetelne informacje nie wystarczą do podtrzymania debaty publicznej. Raport Behaviour in Crisis Lab. Kraków: Behaviour in Crisis Lab, Uniwersytet Jagielloński, 2026/