28/08/2026
Zbliża się koniec wakacji. Dla tych, którzy mają dzieci w wieku szkolnym to czas stosunkowo trudny, gdyż przez dwa miesiące należy zorganizować opiekę lub zajęcia dla swoich pociech. Nie każdy ma to szczęście, by "odstawić" dzieci do dziadków.
Specyficzną sytuację w okresie wakacji mają przedsiębiorcy, którzy według moich obserwacji dzielą się na trzy grupy:
Pierwsza to ludzie nieurlopujący, bojący się zostawiać swoje firmy na kilka dni bez "pańskiego oka". Nie ufają pracownikom na tyle, by dać im pod opiekę swój dobytek i w tym czasie zregenerować się. Wysyłają swoje rodziny na wyjazdy, pracowników na urlopy a siebie bardzo złym kierunku. Tacy ludzie często są sfrustrowani, zestresowani, przemęczeni i szybko się wypalają. (Sama taka kiedyś byłam.)
Druga grupa to ci, którzy potrafią oddzielić pracę od życia prywatnego. Planują urlop jako obowiązkowy okres w roku (albo okresy), korzystają z życia, regenerują się i spędzają czas tak, jak lubią. Tacy ludzie to szczęściarze bo, nie ukrywajmy, nie każdy przedsiębiorca może sobie na to pozwolić.
Trzecia grupa to ta, która urlopuje ale jedną nogą, bo zabiera ze sobą pracę. W różnych formach: jedni wiszą na telefonach, załatwiając bieżące sprawy, inni piszą ukradkiem maile i sprawdzają oferty, jeszcze inni przeglądają nerwowo monitoring i kontrolują, co się dzieje w firmie. Są też tacy, którzy pracują zdalnie i mają możliwość pracy poza domem.
Nierzadkim widokiem na campingach, w domkach letniskowych czy w hotelach jest rodzic ślęczący nad laptopem, zerkający jednym okiem na bawiące się w pobliżu dzieci, drugim kończący projekt albo rozliczenie do klienta. Ogromna większość z nich to przedsiębiorcy, którzy jadąc na urlop nie zostawiają pracy w biurze (czy w domu).
Rozmawiam z nimi często, pytam czym się zajmują i dlaczego nie mogą zostawić tego "na potem". I co słyszę?
- nie mogę, bo jak nie pracuję to nie zarabiam
- nie mogę, bo klienci czekają
- nie mogę, bo muszę mieć ciągłość
oraz... nie chcę, bo to lubię.
I to mnie zaintrygowało. Bo na ile ta ostatnia grupa jest naprawdę zafiksowana na punkcie swojej pracy, która sprawia im frajdę i satysfakcję? Czy może pod przykrywką pasji kryje się zwykły pracoholizm?
Rozmawiałam kiedyś z jedną księgową, która pracuje sama. Zapytałam, jak rozlicza klientów kiedy ma urlop albo choruje? Czy ma kogoś, kto może ją zastąpić, pociągnąć rozliczenia pod jej nieobecność.
Stwierdziła, że na urlopy nie jeździ a choroby nie planuje, bo jest młoda.
Moja konkluzja jest taka: nie ma ludzi niezastąpionych, dziś jesteśmy, jutro nas może nie być. Warto więc budować biznesy tak, by w razie nieobecności (planowanej lub nieplanowanej) szefa firma się "nie zawaliła".
A jeśli ktoś lubi swoją pracę ale nie potrafi bez niej żyć (czyli zregenerować umysł) to jest skrytym pracoholikiem.
A ty?