09/02/2026
Czy mamy się bać, bo wojna nadchodzi?
Od razu zaznaczę. Bać nie, ale przygotowywać się warto. Mowa oczywiście o potencjalnej wojnie czy ataku na któryś z krajów należących do NATO przez Rosję. Ostatnio wywiad łotewski opublikował dokument, w którym stwierdzono, że: „zagrożenie ze strony Rosji dla Europy znacząco rośnie. W najnowszym raporcie zaznaczono, że choć nie ma obecnie bezpośredniego zagrożenia militarnego dla Łotwy, to wiele czynników wskazuje na długoterminowe plany Moskwy". No ale jak to więc rozumieć? To jest czy nie jest?
Z drugiej strony codziennie widzimy, że Rosjanie ewidentnie nie radzą sobie w wojnie z Ukrainą, łącznie, z tym że ze względu na brak możliwych postępów operacyjnych postanowili nie walczyć z armią Ukraińska, a z obywatelami Ukrainy poprzez bombardowania na cele infrastruktury krytycznej, aby pozbawić zwykłych ludzi ciepła, prądu i wody. Niby „druga armia świat”, a jej średnie postępy dzienne w ataku na Ukraińców to 76m2. Tak 76m2, wyszło średnio licząc dziennie za cały 2025 rok.
Pojawiają się więc pytania. To kto ma rację? Skoro Rosja jest tak słaba, to dlaczego Łotysze, Niemczy, Holendrzy czy Brytyjczycy w swoich raportach straszą Rosją? Gdzie leży prawda? No i co mamy robić? Bagatelizować czy wręcz przeciwnie, szykować się na to, co mają obecnie Ukraińcy?
No to po kolei. Nie prawdą jest, że Rosjanie nie są zdolni do ataku na kraje NATO nawet takie jak Litwa, Łotwa, Estonia i Polska. NIE SĄ ZDOLNI DO WOJNY. Są zdolni do ataku. Cały Zachodni Okręg Wojskowy odpowiedzialny za całą granicę wręcz przez ostatnie cztery lata wojny powiększył się o nowe jednostki, ilość ludzi, jak i ilość uzbrojenia. Oczywiście jest to po części spowodowane wejściem Szwecji i Finlandii do NATO, ale nie tylko. Również armia białoruska (można wręcz ją traktować już jako część rosyjskiej) przechodzi z oporami, ale dużą modernizację. Rozbudowane zostały między innymi jednostki tuż przy granicy z Polską, a w głębi Białorusi powstają między innymi nowe jednostki z budynkami, w celu przyjęcia nowych rakiet Oresznik z Rosji, z czego zresztą reżim Łukaszenki jest bardzo dumny. Powstał nawet, krótki filmik propagandowy na ten temat, w celu wystraszenie lub jak kto woli odstraszenia Polaków, pokazujących przemieszczające się jednostki zestawów Oresznik przez lasy zachodniej Białorusi. Wszystko byłoby fajnie, ale na filmie nie było pokazanej żadnej wyrzutni z rakietą, a tylko pojazdy techniczne i wsparcia, co może wskazywać, że na razie na Białorusi samych rakiet jeszcze nie ma.
No dobrze, ale zapewne teraz wśród czytelników pojawia się pytanie, ale po co i dlaczego Rosja miałaby zaatakować jakikolwiek kraj należący do NATO skoro ugrzęzła już w bezsensownej wojnie na Ukrainie? No i kiedy miałby to nastąpić, skoro dziś nie widać większych oznak przygotowywania się do takiego ruchu?
Powodów jest kilka. Pierwszy to oczywiście sytuacja wewnętrzna w Rosji, a co za tym idzie możliwe kłopoty polityczne i społeczno-polityczne całego reżimu putinowskiego. Nie, nie zakładam jakiejkolwiek rewolucji w Rosji, wyjścia milionów na ulice itp., bo to obecnie jest kompletnie niewyobrażalne, ale dla samego Putina już sam „cichy” odruch niezadowolenia społecznego, problemy oligarchów mogą spowodować chęć wymiany elit rządzących, co dla putina i jego ludzi jest nie do przyjęcia. Od dwóch miesięcy Rosjanie tracą na froncie miesięcznie więcej żołnierzy (zabici, ranni, zaginieni), niż udaje im się pozyskać w nowych rekrutacjach. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, ale przede wszystkim biedne regiony skąd głównie drenowane zasoby ludzie są już tak mocno wydrenowane, że brakuje chętnych, a bogatsze regiony jak Moskwa czy Petersburg nie są chętnie na pójście na wojnę. Popierają ją i to nadal wysoko (ok.72% rosyjskiego społeczeństwa nadal popiera działania wojenne putina), ale jeżeli o chęć walczenia już bezpośredniego zaczyna pojawiać się znaczny opór. Rosjanie obecnie na całej linii frontu zgromadzili ok. 750 000 żołnierzy, ale i tak nie są, obecnie wstanie, przełamać oporu Ukraińców. Jedynym planem jest, aby ponownie zaatakować Ukrainę od północy (region sumski i charkowski), aby zmusić Ukraińców do relokacji swoich sił i ich rozdrobienia, ale żeby, to zrobić potrzebnych jest ok. 200 000 kolejnych, rosyjskich żołnierzy. A to też wymaga olbrzymich pieniędzy, których Rosja już traci bardzo dużo, a zaczyna ich brakować w budżecie. Po raz pierwszy od czterech lat Rosja obniżyła wydatki na wojnę o paręnaście miliardów rubli, ale to tylko dlatego, że wojna kosztuje już ok 45% rosyjskiego budżetu rocznie, a wpływy spadają sukcesywnie w coraz większym tempie. I nie wystarcza już podnoszenie podatków, które miały zwiększyć wpływy, bo przez ich podnoszenie i brak ludzi do pracy ( brakuje ok. 2 500 000 par rąk do pracy) gospodarka w sektorach cywilnych hamuje i to nie z miesiąca na miesiąc a z tygodnia na tydzień. Nawet w bogatej Moskwie, popyt na przykład na nowe mieszkania spadł tak, że największy deweloper w regionie moskiewskim stanął w obliczu bankructwa, mając ok. 40 000 niesprzedanych od dłuższego czasu mieszkań, a kolejne w budowie. Wystąpił on nawet z prośbą o pomoc państwa, ale został szybko odesłany z kwitkiem. A nie jest to pierwsza z firm deweloperskich, która jest bliska bankructwa. Przemysł motoryzacyjny również leży i nie pomogły tu nawet inwestycje chińskie. Do tego stopnia sprawa jest poważna, że władze Rosji zgodziły się na legalizację w kraju samochodów pochodzących z kradzieży w innych krajach. Tak i to nie jest żart. Pieniędzy zaczyna brakować na szkolnictwo wyższe i ochronę zdrowia, a Rosja staje w obliczu olbrzymich wydatków na „zagospodarowanie” 250 000 „bohaterów Rosji”, którzy już wrócili z wojny. Nie często nie o własnych siłach, a teraz potrzebują pieniędzy na życie, leczenie, rehabilitację. To dzięki tym „bohaterom” wrasta liczba przestępstw w Rosji, a tygodniowo z rąk „bohaterów” ginie ok. 10 Rosji. Alkohol, agresja i narkotyki stają się bowiem codzienności dla większości porzuconych powracających żołnierzy. Władz próbuje sobie radzić z tym problemem pomiędzy innymi coraz częstsze ponowne zsyłki na front, nawet żołnierzy po amputacjach. No bo przecież żołnierz bez nogi, może na przykład być operatorem drona czy nawet być kucharzem. A jest nadzieja, że z frontu nie wróci. Z braku pieniędzy pojawiają się, coraz większe problemy z wypłatą odszkodowań dla rodzi, których żołnierze nie wrócili z Ukrainy. Robi się to na razie sztucznie poprzez na przykład niedobieranie zwłok od Ukraińców czy zabieranie ich z pola walki, a do czasu, gdy nie ma zwłok, to żołnierz jest tylko zaginiony, a nie „gruz 200” (martwy), za którego wypłacane jest odszkodowanie. I tak o ile w 2024 około 24 000 żołnierzy uznawano za zaginionych, to pod koniec 2025 było to już ok. 45 000. Oczywiście na papierze. Tak więc brak żołnierzy, pogłębiający się kryzys gospodarczy, brak postępów na froncie, brak pieniędzy, problemy społeczne będą zmuszały putina i jego ludzi do podjęcia działań, które zjednoczą marudzący coraz bardziej naród i w końcu przekonają i Rosjan i może resztę świata, że Rosjan nadal jest wielka. A jak najlepiej zjednoczyć naród i na przykład łatwym sposobem ogłosić powszechną mobilizację? Wojną! Już nie „operacją wojskową”, a wojną. I nie z jakąś Ukrainą, a z olbrzymim wrogiem. Z NATO i Zachodem. Bo Ukraina to tylko w mentalności Rosjan jakieś państewko inspirowane przez Zachód. Ten zgniły Zachód, przez który obecnie są kłopoty Rosjan (również te gospodarcze), a obywatele Rosji przebywający na tym zachodzie, ze względu na swoje pochodzenie są prześladowani, a „wielka Rosja” dba o każdego obywatela, zarówno tego w kraju, jak i za granicą. Ten przekaz usłyszycie Państwo codziennie w rosyjskich mediach, jak i w mediach społecznościowych. Codziennie i to po kilka razy!
Ponadto z dużym opóźnieniem Europa Zachodnia zaczęła dostrzegać realnego wroga w Rosji przy jednoczesnym zimnym prysznicu ze strony najpotężniejszego członka NATO, jakim są Stany Zjednoczone. Za to warto pamiętać, że putin od pierwszych swoich dni urzędowania jako prezydent marzył i planował odbudowanie imperium sowieckiego, w tym utrzymanie strefy wpływów oraz wchłonięcie ponownie dawnych krajów ZSRR znowu do Rosji. Problem krajów NATO to nie jest jedynie fatalny stan armii poszczególnych krajów i wydatków na obronę w ostatnich kilkudziesięciu (!!!) latach, ale też niestety bardzo „luźny” stosunek do NATO i słynnego art. 5 traktatu. Bo gdy ewidentnie widać, że Rosja to wróg, to ewentualne wizja wojny pokazuje, że pomimo buńczucznych zapowiedzi członków NATO, w godzinie „W” może być różnie. Warto bowiem pamiętać, że walczą żołnierze, ale żołnierzy na ewentualną wojnę wysyłają politycy. A w związku z tym może być różnie.
I tak płynnie przechodzimy do kolejnego ważnego aspektu, jakim jest prowadzona wojna hybrydowa ze strony Rosji właśnie między innymi na rozbicie wszelkiego rodzaju sojuszy, jak UE, NATO czy inne, mniejsze formaty, a nawet skłócenia wewnętrzne. Słabe państwa bowiem, oznaczają słabe morale i małą wolę walki. Musimy bowiem też sobie zdawać sprawę, że wojna to nie jest kwestia czy ktoś w danym momencie jest silny, czy słaby, duży czy mały. Wojna to jest kwestia różnicy potencjałów. Jeżeli nieobliczalny putin i jego chora administracja stwierdzą, że nadal mają większy potencjał do działań militarnych niż nawet wzięte razem Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, a w ich ocenie wojna ze względu na słabość krajów nie potrwa długo, to zaatakują. Zaatakują jak tylko bilans polityczny i społeczny zysków i strat dla putina i jego reżimu (nie koniecznie dla kraju) będzie na plus, a nie na minus. A wyścig się rozpoczął ze zdwojoną siłą. I mówimy tu nie tylko o wyścigu zbrojeń w Europie, ale też odbudowywania odporności kraju. Przemysłu, przemysłu zbrojeniowego, ochrony zdrowia, infrastruktury krytycznej, ale też siły obywatelskiej. Ile czasu to zajmie? Lata, ale z każdym miesiącem, z każdym szkoleniem, każdą ukończonym projektem czy budową siła będzie wzrastać.
Z każdym rokiem, a nawet miesiącem w obecnej sytuacji nasza siła (wspólna UE) będzie rosła, a przedłużająca się wojna na Ukrainie, będzie osłabiać Rosję. Upadła gospodarcza Rosja nie będzie bowiem, wstanie prowadzić żadnej wojny, zwłaszcza że mentalnie naród rosyjski nie będzie gotowy na prowadzenie wojny. I warto robić wszystko, żeby wybić Rosjanom raz na zawsze te imperialne zapędy. Musimy liczyć przy tym na samych siebie i tych, co są blisko, po sąsiedzku, a nie tych wielkich, którzy mają własne problemy i dylematy.
Dlatego poza budową armii warto budować odporność państwa na każdym szczeblu, żeby być przygotowanym, a przy silnym nardzie i kraju wróg nie zaatakuje. Będzie się bał, że po raz kolejny popełni ten sam błąd co na Ukrainie.