30/03/2025
Pauzy. Ach te dobre pauzy.
Moja mama, wracając z pracy, nigdy nie rzucała się od razu do kuchni, żeby trzeć ziemniaki na placki czy krochmalić pościel. Zawsze najpierw kładła się na 20 minut, żeby zdrzemnąć się i złapać oddech — dopiero potem zabierała się za domowe obowiązki.
Nieustannie też walczyła z moim uporem, przekonując mnie, że po szkole lepiej się pobawić niż wkuwać sinusy i cosinusy.
Ale nic do mnie nie trafiało. Wierzyłam, że odpoczynek to luksus dla słabych, a ci, którzy mają cele, powinni działać non stop, dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Moja przyjaciółka od 10 lat nie była na urlopie. Od dekady nie kąpała się w morzu, nie chodziła po górach, nie spacerowała ulicami Budapesztu, Krakowa czy Paryża. Nie podziwiała widoków nad Wisłą. Śpi po pięć godzin dziennie i uparcie robi karierę, szczerze wierząc, że każda przerwa może cofnąć ją o kilka lat.
Ale ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa: wzrok się pogorszył, nerwy są napięte, a serce bije nierówno.
Przez długi czas brałam z niej przykład. Aż dowiedziałam się o zasadzie neutralnej pozycji. Jest prosta jak twierdzenie Pitagorasa.
Aby coś zmienić w życiu, trzeba się zatrzymać. Zrobić przystanek. Dać sobie chwilę na oddech, wytarcie potu, zjedzenie lazanii i poprawienie makijażu. Sprawdzić poziom paliwa w wewnętrznym baku energetycznym — żeby nie stanąć nagle w środku drogi.
Nie da się wejść w zakręt z pełną prędkością. Nie da się wyjść z lasu, nie zatrzymując się, żeby ustalić kierunki. Nikt nie przyswoi sześciu lekcji z rzędu bez choćby jednej przerwy.
Pauzy są potrzebne na każdym kroku: przed skokiem do wody albo wzwyż, przed zagraniem ostatniego akordu Beethovena czy wydobyciem wysokiej nuty w romansie, przed wejściem na scenę i przed początkiem nowego związku. Przed tym, jak skłamać — albo powiedzieć prawdę.
Zatrzymujemy się w święta i na czerwonym świetle. Łyżwiarz — zanim zrobi potrójnego tulupa. Szachista — zanim ruszy kolejną figurą. A jeśli sami nie robimy pauz i pędzimy jak szaleni — życie samo nas zatrzyma: przeziębieniem, poważną chorobą, wypadkiem, pożarem albo trzęsieniem ziemi.
Wszystko w życiu jest rytmiczne: dzień i noc, zima i lato, wdech i wydech. Nawet na dyskotece szybkie kawałki przeplatają się z wolnymi. Nawet na siłowni sprzęt co jakiś czas idzie na przegląd.
Dlatego ktoś mądry powiedział: w życiu muszą być chwile, kiedy nic się nie dzieje. Po prostu siedzimy i patrzymy na świat. A świat — patrzy wtedy na nas.