30/03/2023
OPISANE ZDARZENIA NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO Z 32-LETNIĄ PRAKTYKĄ DETEKTYWA I JEGO 30-LETNIĄ SŁUŻBĄ W MILICJI I POLICJI.
EMO
Emo. Ideologia znana jako reakcja na agresywny i materialistyczny styl życia. Najczęściej rodziców. Kiedy schodzi do poziomu podwórka, zostaje wypaczona przez dzieci. Jeszcze dzisiaj może stać się niebezpieczna, jeżeli jest kultywowana w grupie dzieci zaniedbanych. Gdy staje się przesadzoną reakcją na styl życia rodziców. Ku spóźnionej ich rozpaczy.
Emo był prawie trzynastoletnim synem handlowców z Krakowa. Rodzice stracili kontakt emocjonalny z synem na rzecz grupy podwórkowej. Popłoch wybuchł w pierwszy wakacyjny poranek, gdy rodzice stwierdzili, że syna nie ma w domu. Starsza córka dopiero wieczorem dowiedziała się, że brat z dwoma kolegami wybrał się nad morze. A stąd do Szwecji.
Ze skrytki w małżeńskim tapczanie zniknęło osiemdziesiąt tysięcy złotych.
Jednak nad morze wyjechało pociągiem tylko dwóch. Trzeci, z innego osiedla, trochę od nich starszy, miał dojechać za kilka dni.
Ojciec Emo dopiero na drugi dzień zgłosił zaginięcie dziecka na policji, jednak nie widział tu większego zaangażowania.
Zdesperowani rodzice zadzwonili do detektywa. Przesłali mu wynaturzone zdjęcie syna w stylu "Emo". Na zdjęciu trudno było rozpoznać człowieka, a co dopiero zidentyfikować chłopca.
Jak znaleźć w sezonie, nad morzem, chłopca, niepodobnego do tego ze zdjęcia. Na szczęście, z podwórkowej informacji wynikało, że trzeci kolega jeszcze do nich nie dołączył.
Siostra Emo, według instrukcji detektywa, spotkała się z nim i zrobiła mu wyraźną fotografię na dworcu, gdzie kupił on bilet kolejowy do nadmorskiej miejscowości. Jednak nie do docelowej, a przesiadkowej.
Dobre i to. Tutaj miał się przesiąść się do pociągu podmiejskiego. Wszystko zaczynało się układać.
Detektyw zażądał od ojca Emo, by pilnie przesłał mu kopię materiałów policyjnych.
Organizujemy akcję.
Od rana obserwujemy i kontrolujemy pociągi przyjeżdżający z południa. Detektywi otrzymali kilka kopii aktualnych zdjęć starszego kolegi Emo.
Równolegle inna grupa obserwowała puste pociągi oczekujące na odjazd. Emo, unikając poczekalni i peronów, mógł czekać w nich na niego.
W czasie przeglądów pustych pociągów, stojących na bocznym torowisku, w jednym z nich, prawie pustym, jeden z detektywów, znalazł chłopca, wyglądającego na dużo mniej niż trzynaście lat. Ubrany był inaczej niż opisywała matka i siostra. Udawał, że śpi w pustym przedziale.
Objęto wagon i pociąg dyskretną obserwacją a detektyw zadzwonił do ojca. Opisał chłopca i jego ubiór. Z ubiorem nic się nie zgadzało. Ale przyznał, że mimo trzynastu lat, Emo wygląda na wiele młodszego.
Detektyw udał do pobliskiej jednostki policji. Przedstawił cel przybycia i pokazał dokumenty. Policjanci okazali się niezwykle chętni do współpracy.
Kierowca i dysponent radiowozu, w czarnych mundurach, uzbrojeni, pojechali na dworzec kolejowy. Podeszli do pilnowanego przez detektywów wagonu z dwóch stron. Starszy stopniem z policjantów wszedł do przedziału, obudził zaspanego chłopca i zapytał się go o imię i nazwisko. Ten zaskoczony od razu podał prawdziwie dane osobowe, choć nie miał przy sobie dokumentów.
W czasie doprowadzania do radiowozu nie odezwał się ani razu. Policjant usiadł obok kierowcy a Nemo na tylnej kanapie.
I tak dojechali do komendy. Detektyw jechał za nimi swoim samochodem.
Na komendzie policji Emo wprowadzono na świetlicę. Detektyw przedstawił dyżurnemu pełnomocnictwo do opieki nad synem. Pokazał stosowne dokumenty. Potem wszedł na świetlicę i usiadł przy chłopcu. Ten milczał jak zaklęty.
Policjant, który zatrzymał chłopca w pociągu pracowicie wypisywał na dyżurce notatkę z zatrzymania chłopca przebywającego „na gigancie”.
Detektyw przysiadł się do chłopca. Blisko. Bardzo blisko.
Ten tępo wpatrywał się w podłogę.
Detektyw zastosował stary, sprawdzony chwyt. Wyjął swój telefon i wybrał numer do matki po czym rozpoczął z nią rozmowę o aktualnej sytuacji. A po chwili zwrócił się do chłopca:
- Chcesz porozmawiać z mamą?
Rzucił się do telefonu. Zaczął rozmawiać z matką i po chwili płakać. Płakał tak głośno, że dyżurny przez okienko niespokojnie zerkał, co się z nim dzieje. Potem rozmawiała z nim jeszcze siostra. A on płakał. Potem rozmawiał ojciec, a on dalej płakał.
Na koniec, kiedy już się nagadał z rodziną, zaczął powoli przygotowywać się do wyjścia. Był innym człowiekiem. Już nie patrzył się tępo w podłogę.
Pozałatwiano wszystkie formalności. Przygotowywano się do wyjścia.
Ale Detektyw miał jeszcze jedną sprawę. Postanowił zapytać się Nemo:
- Zabrałeś z domu osiemdziesiąt tysięcy złotych. Gdzie masz te pieniądze?
- W domu wczasowym, na wsi, gdzie mieszkałem sam, bo mój kolega z podwórka jednak wrócił do domu. Czekałem w tym domu na tego trzeciego, dużo starszego kolegę, który pozostał w Krakowie na pogrzebie babci.
- Dużo z tych pieniędzy wydałeś?
- Dużo. Za dwadzieścia pięć tysięcy kupiłem pistolet i sto sztuk amunicji.
- Gdzie jest ten pistolet? Gdzie jest ta amunicja?
- Pistolet mam przy sobie, w kieszeni, załadowany, z nabojami. A reszta amunicji została w domu wczasowym. Pod poduszką.
Dyżurny, gdy to usłyszał od detektywa, zdębiał.
Kończyła się mu służba, a tu pojawiła się znacznie poważniejsza sprawa niż "gigant". Na szczęście detektyw wypełnił za niego protokół odebrania przedmiotu. Pistoletu z nabojami. Zdającym broń był Emo. Pistolet i policzona dokładnie amunicja poszła do metalowej szafy dyżurnego.
Koniec sprawy z niewygodnym przedmiotem.
Policjant z patrolu, który zatrzymywał chłopca i standardowo powinien sprawdzić go, ale tego nie zrobił, był już po służbie i dawno był w domu. Nowy, który go zastąpił, jeszcze nie zapoznał się ze sprawą.
Trochę więc trwało przyjmowanie oświadczenia od chłopca i szczegółów związanych z zakupem pistoletu i amunicji.
Policjant, tak pomocny przy zatrzymaniu chłopca będzie jednak musiał jeszcze trochę się tłumaczyć, dlaczego nie zachował elementarnych zasad zatrzymania nieletniego.
To wszystko wydłużyło czas pobytu detektywa i Emo na policji o co najmniej trzy godziny.
Dopiero po tym policjanci i detektywi udali się na przymorską wieś, do domu wczasowego. Oni po resztę amunicji. Detektyw po pieniądze rodziców, a Emo po swoje osobiste rzeczy.
Na wsi, w mieszkaniu wczasowym, pozostawał ten starszy kolega, który nie znalazłszy Emo na dworcu, sam tu przyjechał. Gospodarz wpuścił kolegę do opłaconego już pokoju.
Detektyw i policjant zastali go śpiącego na swoim łóżku, w ubraniu, po długiej podróży pociągiem. Był przerażony, gdy policjant go obudził. Nic nie wiedział o pistolecie ani o amunicji.
Przy okazji okazało się, że gospodarz nie meldował tu pobytu dzieci, nie wydawał pokwitowania za opłatę na pobyt.
Wszystko „na czarno”.
Nemo wskazał miejsce ukrycia amunicji - podniósł poduszkę na swoim łóżku. Była tam pozostała część amunicji. Dokładnie reszta do stu sztuk nabojów. Nie brakowało więc żadnego.
Gospodarz domu był poważnie wystraszony efektem przeszukania.
Policjant sporządził kolejny protokół odbioru przedmiotów.
Na życzenie detektywa, chłopiec wskazał pozostałą część pieniędzy. We wnętrzu łóżka, w foliowym worku. Przeliczono zawartość worka. Sporządzono protokół i całość pieniędzy przejął detektyw.
Starszy chłopiec nie chciał wracać do domu. Miał wykupione wczasy i zostawał tu.
Detektyw telefonicznie ustalił z rodziną, by dla przyśpieszenia jej scalenia, dziecko z nad morza dowiezie do Łodzi, a do tego samego miejsca przyjadą oni z Krakowa. Na duży parking przed hurtownią, odwiedzaną przez ojca Emo.
Był rześki poranek, gdy detektyw wjeżdżał na parking. Na nim czekał duży czarny VAN z Krakowa. Pierwsza z samochodu wyskoczyła matka i biegła w kierunku samochodu detektywa. Zaspany chłopiec nagle ożył i pobiegł w jej kierunku. Za matką biegła jego siostra, a dopiero za nią, jego ojciec. Na koniec z samochodu wyszedł brat ojca, kierujący samochodem.
Ojciec nie był w stanie bezpiecznie prowadzić samochodu.
Płaczu było co nie miara. Najgłośniej płakał nasz Emo. Potem matka i siostra. Detektyw podał ojcu odzyskane pieniądze. Ten przyjął je bez liczenia.
- Są policzone. Tu jest protokół.
- Dużo brakuje?
- Około trzydziestu tysięcy. Trochę wydał na odzież. Trochę na jedzenie i na rozrywkę. Dwadzieścia pięć tysięcy wydał na pistolet i amunicję.
- Na co?
- Na pistolet? Na prawdziwy pistolet z prawdziwą amunicją. Sto sztuk.