18/12/2025
Kilka dni temu prowadziłam webinar pod tytułem:
„Czy każdy musi być szczęśliwy, zaradny i skuteczny?"
Na samym początku zadałam uczestnikom pytanie, które wydawało mi się niemal retoryczne:
❓Czy Twoje szczęście zależy wyłącznie od Ciebie?
Zaskoczyło mnie, jak wiele osób odpowiedziało bez wahania: TAK.
Bez „to zależy”, bez znaku zapytania. Po prostu: tak.
To pełne przekonania „tak" zaczęło we mnie pracować długo po zakończeniu webinaru, bo uświadomiło mi, jak głęboko wchłonęliśmy narrację o szczęściu, która z jednej strony daje poczucie wpływu, a z drugiej bardzo skutecznie przerzuca na jednostkę całą odpowiedzialność za to, jak się czuje.
📣 Szczęście jest dziś przereklamowane
Nie jako doświadczenie, ale jako obietnica, którą można sprzedać.
Pragnienie szczęścia sprzedaje rzeczy, style życia i rozwiązania, które rzekomo mają nas do tego szczęścia przybliżyć. Kupujemy więc nie tyle produkt, co obietnicę: że będziemy spokojniejsi, bardziej spełnieni, bardziej tacy, jacy pragniemy lub powinniśmy być. A kiedy ta obietnica nie działa, bardzo łatwo dojść do wniosku, że problemem jesteśmy my – nie narracja, którą właśnie kupiliśmy.
Reklamy robią to niezwykle subtelnie. Łączą szczęście z młodością, energią, produktywnością, posiadaniem, sprawczością. A tak naprawdę podprogowo wmawiają nam:
❝Jesteś nieszczęśliwy? To dlatego, że jeszcze nie masz naszego produktu.❞
I trudno ten przekaz świadomie zanegować, bo przecież nikt nie powie: „nie, nie chcę być szczęśliwy”.
Problem w tym, że pod tą niewinną obietnicą kryje się bardzo konkretna opowieść o tym, czym jest szczęście, kto na nie zasługuje i ile trzeba zapłacić, żeby je osiągnąć.
Na nadchodzący okres świąteczny, który nakłada tony presji na pławienie się w szczęściu wszelakim, a życzeniom szczęścia nie ma końca, zostawię Ci kolejne pytanie:
❓ Co w Twoim szczęściu naprawdę jest Twoje, a co próbujesz dźwigać w pojedynkę, choć nigdy nie miało być tylko Twoją odpowiedzialnością?
Bo co nie powinno być „Twoją odpowiedzialnością”?
Nie mam tu na myśli emocji jako takich ani odpowiedzialności za własne decyzje. Mam na myśli coś znacznie bardziej podskórnego: sytuacje, w których bierzesz na siebie konsekwencje rzeczy, które wcale nie zaczynają się w Tobie, ale które zostały Ci przedstawione tak, jakby były Twoją osobistą sprawą.
Myślę o:
🔸 … więcej w newsletterze. Zajrzyj do komentarza i zapisz się 🙂