27/03/2020
🌈🦎Życie w czasach zarazy...albo jak stworzyć swój parasol ochronny🌂 - czyli o twórczym przystosowaniu się🌈🦎
Na początku było niedowierzanie i zaprzeczenie. 👀 Eee, przecież mnie to za bardzo nie dotyczy. To jest jakaś tam epidemia, gdzieś daleko stąd. No co Ty? To się dzieje w Azji, w Chinach, do nas nigdy nie dotrze... A nawet jeśli, to na pewno nie na taką skalę.
Znajomi komentowali: Nie rozumiem skąd ta panika, to przecież jak zwykła grypa. Na grypę umiera o wiele więcej osób i nikt nie sieje takiej paniki...Poza tym to chyba tylko dotyczy osób starszych...
😯 Pojawił się strach...😯
Potem przyszły wiadomości o sytuacji we Włoszech (na nieszczęście lub szczęście ze względu na znajomość języka włoskiego oglądałam je w oryginale). I kontakt przez Skype z moją nauczycielką rodowitą Włoszką, mieszkanką północy Włoch. I wtedy już nie można było zaprzeczyć, uciec, zatkać uszu. TO stawało się coraz bardziej realne. Z tygodnia na tydzień nasze konwersacje w j. włoskim przeradzały się w jej relacje z linii frontu w atmosferze rosnącego zagrożenia. Jej wielkie przerażone oczy, które próbowałam ukoić niezdarną próbą podzielenia się moją wiedzą psychologiczno-coachingową, która przecież u źródeł i z założenia nie była skrojona na TAKIE czasy. Czasem mi się udawało i nasze rozmowy stawały się lżejsze, ale ja sama nagle spostrzegłam, że trochę gorzej sypiam i że chyba, i tak po ludzku powoli zaczynam się bać.
🔧 ...a wraz ze strachem różne strategie radzenia sobie z nim 🔧
W telewizji zaczęli mówić, że TO prędzej czy później i do nas przyjdzie, że się trzeba przygotować, że jesteśmy bezpieczni itd. TO - niewidzialny przeciwnik do walki z którym trzeba się przygotować. Zaczęłam powoli robić zapasy żywności, wracając do domu dezynfekowałam ręce i klamki, w tramwaju czułam się trochę niepewnie. Inni chyba też, zwłaszcza ci, którym zdarzyło się nieopatrznie zakaszleć. Coraz trudniej było oglądać włoskie wiadomości i rozmawiać ze znajomymi na inne tematy. W Podwawelskich kupiłam pierwszą w swoim życiu butelkę spirytusu ;) I drożdże, jakby trzeba było upiec chleb?...
Aż w końcu TO zmaterializowało się w Polsce. Najpierw pacjent 0, czyli nr 1, potem 7, 20, 60, 100, 1000... kolejnych przypadków etc. Liczby rosły w tempie coraz szybszym. Rósł też niepokój i strach w społeczeństwie odwrotnie proporcjonalnie do ilości papieru toaletowego i środków dezynfekujących w sklepach.
Działania zabezpieczające podjął tez rząd – zamknięcie szkół, restauracji, zakaz zgromadzeń, a ostatecznie zakaz wychodzenia z domu w celach innych niż do pracy czy na zakupy. Nasz świat nagle ze świata „wielkich możliwości” skurczył się do świata czterech ścian (dla wybranych z balkonem lub ogródkiem), a umowne bezpieczeństwo (bo już teraz wiemy, że było umowne) nagle przestało istnieć.
Wśród znajomych w tym pierwszym okresie obserwowałam różne reakcje na zmianę. Jedni dalej uważali, że rząd sieje panikę i że nie ma czego się bać. Być może był to klasyczny mechanizm wyparcia polegający na niedopuszczaniu do świadomości przykrych emocji czyli np strachu. Inni bali się dezynfekując wszystko, co się da i tworząc katastroficzne scenariusze na kolejne miesiące. Wymyślając najgorszy z możliwych scenariuszy próbowali okiełznać swój strach, a dzieląc się swoimi lękami z innymi radzili sobie z napięciem. A jeszcze inni trochę się bojąc zaczęli się do nowej sytuacji dostosowywać.
😲 Panika, chaos🤸♀️ i media społecznościowe 😷
W pierwszej fazie złapałam się na tym, że śledzę wszystkie wiadomości, skąd i gdzie tylko się da, nie tylko z różnych źródeł w Polsce, ale też w kilku różnych językach. Śledzę, bo mój umysł ma silną potrzebę kontroli sytuacji. Śledzę, żeby poczuć się pewniej? Śledzę, żeby wiedzieć, kim jest ów przeciwnik? Żeby wiedzieć, jak z nim walczyć? Żeby się uspokoić? Jak się domyślacie, zamiast się uspokoić miałam coraz większy mętlik w głowie, a po tak solidnej dawce informacji o czyhającym zagrożeniu trudno było wrócić do codziennych zajęć.
Ostatecznie przyjęłam strategię – raz dziennie porcja informacji z zaufanego źródła wystarczy i tego się trzymam. Co więcej okazało się, że i moja nauczycielka włoskiego przyjęła po jakimś czasie podobną strategię i wyglądała na o wiele spokojniejszą niż wcześniej.
Kolejną reakcją, którą u siebie (u innych zresztą też) zaobserwowałam było dzielenie się informacjami na portalach społecznościowych. Na początku akcje typu , newsy ostrzegawcze z Włoch i z innych krajów dotkniętych epidemią, później akcje typu , , publikowanie apeli szpitali o pomoc w dostarczeniu niezbędnego sprzętu, kombinezonów, gogli, masek… Zaangażowałam się w pomoc znajomej seniorce, co dało mi choć na moment poczucie sensu i bycia potrzebną, a tym samym przysłoniło strach...
👫 Strategia altruistyczna czyli więzi międzyludzkie 👪
..bo jak się okazuje w sytuacjach zagrożenia u człowieka aktywizują się pierwotne potrzeby bycia w grupie, wspólnego działania. W dodatku robiąc coś dla innych zapominam o sobie, czyli trochę tak, jakbym oszukiwała swój strach.
Zwiększyła się też moja potrzeba kontaktów z rodziną, z przyjaciółmi i ze znajomymi, tylko że teraz tę potrzebę mogę zaspokoić nieco inaczej niż dawniej. Nie możemy się spotkać, ale przez telefon czy Skype dzielimy się naszym życiem codziennym i też rozmawiamy o strachu, bo rozmowa to jeden ze sposobów na oswojenie go. To też pomaga – bliskość z innymi w niepewnym dla nas czasie.
Stałam się też bardziej aktywna na czatach i komunikatorach internetowych. Myślę, że podobnie jak większość z was. Wysyłając sobie śmieszne filmiki z youtube’a pt co robić w trakcie kwarantanny tak naprawdę rozładowujemy napięcie poprzez humor, który w psychologii określany jest jako dojrzały mechanizm obronny, podobnie zresztą jak altruizm. Chronimy się w ten sposób, żeby strach nami nie zawładnął. I dobrze. Dzielimy się nowymi przepisami na chałkę, aplikacjami do ćwiczeń jogi, czy artykułami jak radzić sobie ze stresem. To też pomaga przetrwać.
🌳🌈 Oswajanie rzeczywistości i twórcze przystosowanie się🌳🌈
W psychologii Gestalt istnieje takie pojęcie jak twórcze przystosowanie się. Twórcze czyli takie, które pozwala nam funkcjonować w nowej dla nas sytuacji, uruchamiając nasz ukryty potencjał. To często w sytuacjach kryzysowych człowiek odkrywa nieznane mu dotychczas pokłady energii albo talenty.
I obserwując to, co się dzieje wokół mnie, widzę dzisiaj przejawy twórczej adaptacji do nowych warunków wśród naszego społeczeństwa. Restauracje oferują jedzenie na wynos, a także w ramach akcji dowożą je dla lekarzy i pielęgniarek, często w ramach bezinteresownego aktu pomocy. Szkoły jogi, tańca, kluby fitness czyli wszystkie te biznesy, które z założenia przestały z dnia na dzień działać znalazły swój ‘drugi dom’ w sieci. Trenerzy tworzą szkolenia online, terapeuci oferują pomoc w sieci.
Twórcza adaptacja to też umiejętność organizacji dnia w taki sposób, żeby wciąż nie tracić energii do działania, do pracy. Aktywności, z których dotychczas czerpaliśmy energię zostały ograniczone, bo np nie pobiegamy sobie nad Wisłą po południu, nie wyjedziemy z dzieciakami na weekend, nie spotkamy się ze znajomymi w knajpie.
🏋️♀️🏋️♂️Sport w pokoju, na balkonie, w ogródku...🏋️♀️🏋️♂️
Niemniej jednak możemy twórczo się dostosować. Np ćwiczyć taniec w domu (można się nawet specjalnie na tę okazję ‘wyjściowo’ ubrać i zaaranżować sobie konkretną godzinę w ciągu dnia – mi pomaga to bardzo, “taka namiastka zajęć w szkole tanga”). Można ćwiczyć samemu przed lustrem, można z partnerem, jeśli jest akurat pod ręką, można w towarzystwie pary tańczących z youtube’a.
Dbać o ćwiczenia fizyczne przynajmniej dwa razy na tydzień. Brzmi jak podręcznik zdrowego trybu życia, ale w czasie, kiedy aktywności na zewnątrz są ograniczone, mi bardzo tego ruchu brakuje i joga czy pilates potrafią temu zaradzić. Poza tym sport to endorfiny, a endorfiny to lepsze samopoczucie i większa motywacja do działania.
Ze znajomymi rozmawiać na Skypie czy Zoomie, podobno są i tacy, co organizują sobie ‘wirtualne imprezy’ w kilka osób przy winku. Czemu nie?
Wymyślanie nowych potraw – też mogę zaliczyć do repertuaru czynności kreatywnych w czasach zarazy.
💻⌨️ Praca zdalna, a może nowy biznes? 💻⌨️
A co jeśli nie mogę pracować zdalnie? Albo straciłam pracę? Albo się boję, że za chwilę tak się stanie?
Jeśli sytuacja rodzinna i zawodowa nam na to pozwala może jest to czas, żeby zająć się tym na co dotychczas czasu się nie miało. To może być nowa aktywność typu malowanie, nauka śpiewu, nauka języka albo... nowy biznes. U mnie np z potrzeby podzielenia się z wami moimi strategiami radzenia sobie w nowej rzeczywistości zrodził się ten tekst. Jednocześnie zajęłam się nowymi pomysłami na pracę w przyszłości.
👩👩👦Z rodziną 24h na dobę?... 👩👩👦
No tak, powiecie. Jogą, tańcem, nauką języka to ja mogłabym się zająć, ale nie jak dwójka rowrzeszczanych dzieci krąży po domu... Większość z nas w tym czasie znalazła się nagle “w zamknięciu” z rodziną, z partnerem, partnerką, dziećmi, często na kilkudziesięciu metrach kwadratowych. I co tu robić? Jak tu wytrzymać? Nie da rady się unikać. Nagle trzeba ze sobą rozmawiać. Może więcej niż zwykle. A może inaczej niż zwykle?
W dodatku ci z was, którzy mają dzieci, zamknięci z pociechami 24 na dobę próbują jednocześnie pracować, zapewniając dzieciom i opiekę, i rozrywkę. Mama, tata – człowiek orkiestra? Nie jest to najłatwiejsze. I pojawia się pokusa, żeby uciec. Na piwo z kolegą czy na rower się nie da, ale na trening siłowy w sieci już tak (jeśli ta druga strona chociaż na chwilę zajmie się naszą latoroślą). I nie ma w tym nic złego, jeśli naprawdę jest to nasz wybór i czas na odpoczynek. Jest to naturalne. Trochę inaczej, jeśli faktycznie jest to notoryczna ucieczka przed byciem bliżej niż zwykle z rodziną.
🚶♂️🏃♀️Pokusa ucieczki od strachu do świata konsumpcji 🍕🥪🍔
Zdałam sobie sprawę, że łańcuch konsumpcjonizmu, który na chwilę został przerwany przez pandemię można łatwo “odtworzyć” w internecie. Oferta zajęć, szkoleń i produktów do zamówienia jest tak ogromna, że właściwie można świetnie sobie zorganizować całą sobotę
od jogi, zumby, salsy, przez pilates, szkolenie z technik wokalnych na medytacji i dźwiękach gongu skończywszy. Po drodze Netflix, Facebook i parę innych portali. I to wszystko takie proste i łatwe. I cały dzień mija. Praca zdalna, potem życie w necie.
Dzieciom też można włączyć kolejne bajki, potem wirtualne gry i jakoś się sobą zajmą. Można właściwie się nie spotkać ani ze sobą, ani ze swoim strachem, ani z bliską nam osobą.
Taka strategia ucieczkowa. Tylko czy o to w tym chodzi?
🤔🤔🤔Pozwól sobie na chwilę refleksji...🤔🤔🤔
Po czasie niedowierzania, strachu, paniki i powolnego oswajania rzeczywistości wraz z nowymi pomysłami przyszedł u mnie czas stawiania sobie pytań.
Jak chcesz żyć teraz, czy tak jak dotychczas?
Z czego chcesz świadomie zrezygnować w tej nowej rzeczywistości, a co chcesz zatrzymać?
O czym chciałabyś/chciałbyś porozmawiać z bliskimi?
Co jest dla ciebie ważne?
Co zgubiłaś/-eś biegnąc dotychczas za szybko?
Co zgubisz, jeśli nie zmienisz swojego dotychczasowego sposobu działania? A co jeśli tylko zmienisz go pozornie?
Na co teraz masz wpływ?
Okazało się, że to na co mam wpływ mogę zrobić już teraz. Odkryłam, że poprzez strategie opisane powyżej mam wpływ na radzenie sobie ze swoim strachem. Taki parasol ochronny na czasy kryzysu.
Ważne w tym wszystkim było najpierw przyznanie i zaakceptowanie, że się boję, a potem znalezienie takiej strategii, która działa dla mnie. Jak widać u mnie to też był proces, ale dzięki niemu udaje mi się w miarę efektywnie działać mimo wyjątkowej sytuacji. Nie piszę, że mnie zagrożenie nie dotyczy. Raczej chcę się z wami podzielić tą myślą, że nawet w takim czasie można skonstruować sobie chociaż namiastkę bezpieczeństwa, nauczyć się czegoś o sobie, o innych, o świecie, pobyć bliżej z domownikami i być może twórczo wykorzystać tę parę ‘nadmiarowych godzin’, które spędzilibyśmy szukając kolejnej zbędnej bluzki w sklepie czy stojąc w przysłowiowym korku.