29/04/2025
„Kiedyś mówiło się, że rowerem w Warszawie można jeździć tylko w lipcu i sierpniu. Dzisiaj lipiec i sierpień są miesiącami, w których wielu mieszkańców unika roweru, bo jest za gorąco. Czasy się zmieniają. Wali się cała doktryna aktywistów samochodowych i ich antyrowerowy hejt bazujący na rzekomo złej u nas pogodzie, która miałaby czynić inwestycje rowerowe bezsensownymi.
Tymczasem w Warszawie zim pojmowanych jako miesiące ze średnią temperaturą poniżej zera już nie ma. Średnia temperatura lutego 2024r. wyniosła tu 6,2°C. Liczba dni z warstwą śniegu przekraczająca 1cm zeszła do zera. Jesteśmy też najsuchszą stolicą Europy Środkowo-Wschodniej i liczba dni z opadem drastycznie spada nawet, jeżeli łączna suma opadów pozostaje mniej więcej taka sama. Wszyscy widzimy, że pada rzadziej. Na oberwanie chmury raz lub dwa razy w miesiącu można odstawić rower i przesiąść się do dobrego transportu zbiorowego. Albo nawet samochodu, jeżeli jest taka potrzeba. Bo nie chodzi o eliminację auta z ruchu miejskiego, tylko znaczące ograniczenie jego użytkowania. Zbawienne nie tylko dla naszego zdrowia, sprawności i samopoczucia, ale również rozwijających się płuc i oskrzeli warszawskich dzieci.
Nawet chciałbym powiedzieć, że najgorszym miesiącem do jazdy jest listopad, ale po listopadowym tygodniu temperatur rzędu 20°C już nie mogę. Mamy więcej miesięcy do naprawdę komfortowej jazdy rowerem, niż większość miast świata. Poza łagodną skarpą Warszawa jest płaska i jej konfiguracja terenowa może przypominać miasta holenderskie. Idealne dla roweru.
Nie zaprzeczam, że w styczniu i lutym rowerzystów jest mniej. Ale w lipcu i sierpniu samochodów na ulicach też nie ma prawie w ogóle. Nie jest to jednak powód do zaorania jezdni i nikt się tego nie domaga. Za to wzrost liczby rowerzystów jest przeogromny i właśnie do tej bardzo pozytywnej zmiany preferencji transportowych Miasto Stołeczne Warszawa musi dostosować swoją infrastrukturę. Byle jak najszybciej”.