24/06/2026
Dziś chcemy podzielić się historią Pana Mateusza. Sprawa, która trwała wiele lat, ale zakończyła się pełnym sukcesem.
Wszystko zaczęło się w kwietniu 2016 roku. Pan Mateusz jechał swoim samochodem, gdy nagle inny kierowca zjechał na jego pas i uderzył w niego czołowo. Zderzenie było gwałtowne. Karetka zabrała go prosto na izbę przyjęć.
Jednak to nie był koniec. Człowiek, który przed wypadkiem aktywnie prowadził własną firmę, grał w siatkówkę i chodził w góry, musiał ograniczyć niemal wszystko. Doszły problemy ze snem, z pamięcią, z nastrojem. Rozwinął się zespół stresu pourazowego. Leczenie przeciągało się latami.
Ubezpieczyciel sprawcy co prawda uznał swoją odpowiedzialność ale wypłacił zaledwie 2 000 zł zadośćuczynienia.
Na kolejne reklamacje odpowiadał odmownie, bagatelizując skalę cierpień Pana Mateusza.
Zdecydowaliśmy się wejść na drogę sądową.
Przez kolejne lata budowaliśmy sprawę: dokumentacja medyczna, opinie biegłych z trzech specjalizacji oraz konsekwentne rozszerzanie żądań w miarę ujawniania się nowych skutków zdarzenia. Sąd przyznał nam rację.
Na rzecz Pana Mateusza zasądzono ponad 60 000 zł zadośćuczynienia i odszkodowania co wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, naliczanymi od 2016 roku oraz wraz ze zwrotem za koszty dało łącznie ponad 100 000 zł.
Różnica między tym, co zaoferował ubezpieczyciel, a tym, co przyznał sąd, mówi sama za siebie.
Jeśli po wypadku spotkałeś się z podobną reakcją ubezpieczyciela, zadzwoń lub napisz.