08/09/2018
Nie noś, bo nauczysz… chodzić!
Wiele razy spotkałam się z opinią, że noszenie dzieci w chustach/nosidłach opóźnia czas nauki samodzielnego chodzenia. Do tego podobno dzieci noszone przyzwyczajają się do noszenia i chcą być noszone nawet wtedy gdy powinny już poruszać się samodzielnie. W sferę rozwoju psychologicznego nie będę się zagłębiać, bo jestem fizjoterapeutką a nie psychologiem, ale jako mama trójki z radością donoszę, że dzieci chcą się usamodzielniać, a noszenie na rękach to tylko krótki etap ich życia… Czasem gdy patrzę na mojego 14-latka to tęsknię za czasem, gdy nosiłam go na baranach ;) Wróćmy jednak do rozwoju ruchowego, a dokładniej składowych potrzebnych do nauki chodzenia.
1. Czucie ciała. Przy prawidłowo zawiązanej chuście dziecko ma wspaniałą szkołę czucia swojego ciała, tu stymulujemy też czucie głębokie. Rodzic zazwyczaj głaszcze dziecko po pleckach, co jest wspaniałą stymulacją i nauką „gdzie jest moje ciało”.
2. Jeśli czucie to i równowaga. W czasie noszenia rodzic może wykonywać różne czynności, dzięki czemu dziecko zmienia swoje położenie względem ziemi. To będzie pierwsza nauka równowagi- najpierw ruchów głowy, z czasem całego ciała.
3. Ruch naprzemienny. Napięcia mięśniowe rodzica przenoszą się na napięcia mięśniowe dziecka. Pamiętam, jak wiele lat temu układaliśmy dzieci na czworakujących tatusiach, żeby przekazywać napięcia mięśniowe jako stymulacja nauki pełzania i czworakowania. Oczywiście to tylko jeden z przykładów takiej stymulacji, ale z chustą będzie to nieporównywalnie łatwiejsze :) Tu warto wrzucić dziecko na plecy. Wtedy dziecko przemieszcza się tworzą do kierunku ruchu, no i mamy przeniesienie prawej strony rodzica na prawą stronę dziecka, a lewą na lewą, w ruchu naprzemiennym, koniecznym w prawidłowych chodzie.
4. Postawa ciała. Nie znam lepszego ćwiczenia postawy ciała dziecka poza zabawą na brzuszku i noszeniem w chuście. Jeśli przestrzegamy wskazówek doradców dotyczących dociągania chusty na pleckach oraz układania nóżek to wspaniale wspieramy rozwój układu ruchu dziecka. Co jest ważne to to, że przy noszeniu w chuście nie mówimy o pionizacji dziecka, choć z czasem, gdy jest ono gotowe możemy je w tym procesie wspierać.
5. Aspekt psychologiczny (a jednak). Dziecko, które czuje się bezpieczne i którego potrzeby są dla rodzica ważne, będzie chętniej próbowało nowych rzeczy i czuło się pewniejsze siebie. Cóż, nie jestem psychologiem, ale troszkę z dziećmi pracowałam ;) i widzę na tysiącach przykładów jak to działa. Nie rzucamy małego człowieka na głęboką wodę, żeby nauczył się pływać, bo przestanie nam ufać. Wsparcie rodziców jest chyba najważniejszym warunkiem rozwoju dziecka w każdej dziedzinie ;) To już spojrzenie mamy uczącej domowo.
Dzieci nie noszone też dojdą do etapu nauki chodzenia. O ile nie ma przeszkód rozwojowych, to nauczą się chodzić. Noszenie w chuście daje jednak dużo wsparcia dla rozwoju układu ruchu, a także układu nerwowego, na którym będą bazować przyszłe umiejętności szkolne i społeczne.