31/05/2026
Jakbyście zapomnieli albo byli nowi na tym profilu to przypominamy skąd się wzięła nasza nazwa
https://www.facebook.com/share/p/19stjEWdJ5/
Kiedy zakładaliśmy winnicę jedno z nas mówiło i wciąż mówi: najważniejsze to, co kryje butelka a drugie: liczy się to, co widzi napierw oko...
Co kryje wnętrze butelki przekonać się może każdy, a skąd wzięła się nazwa winnicy i nazwy win opowiemy Wam w cyklu legend winnych...
LEGENDA 1: NAZWA
Badacze wciąż nie są pewni, w jaki sposób przodkowie Indian dotarli na kontynent północnoamerykański. Dwie głównie hipotezy zakładają albo przemarsz z terenów Azji poprzez lądowy most wznoszący się niegdyś tam, gdzie dziś znajduje się Cieśnina Beringa, albo też drogą morską, łodziami, z pominięciem Alaski i żeglugą na południe, wzdłuż wybrzeży Pacyfiku. Nie można wykluczyć także, że obie te możliwości są równie prawdziwe.
Jakakolwiek nie byłaby prawda, z pewnością była to droga ciężka i obfitująca w niebezpieczeństwa, równie ryzykowna co śmiała. Lądowy most, nazywany przez naukowców Beringią, dopiero co uwolnił się z okowów lodu i był krainą jałową i niegościnną. Na morzu z kolei pradawni żeglarze musieli stawiać czoła sztormom i nieprzyjaznej pogodzie, zdradzieckim wiatrom i potężnym falom. U celu jednak czekała ich kraina, która miała stać się ich nową ojczyzną.
Droga do wyrobu doskonałego wina również najeżona jest trudnościami i niebezpieczeństwami, choć zgoła innej natury. Jak przyszli Indianie musieli się przedzierać przez dzikie, nieznane krainy, tak i początkujący winiarz musi wkroczyć na obce sobie terytorium, rozeznać najlepsze w okolicy miejsce na posadzenie winorośli, dobrać odpowiednie do ziemi i nasłonecznienia szczepy, zadbać o to, by zadomowiły się w nowym miejscu, rozkrzewiły i wreszcie – zaowocowały. To jednak dopiero połowa drogi, bo wówczas trzeba stworzyć już samo wino, skomponować harmonijny smak, zadbać o warunki do fermentacji, leżakowania, by wreszcie po odpowiednim czasie móc cieszyć się (lub nie) owocami swojej pracy. Niejeden odpadł po drodze, tak, jak i nie wszyscy, którzy wyruszyli z Azji, dotarli do brzegów Ameryki. Lecz tych, których nie przerażą trudności, porażki i ciągłe próby, czeka nagroda – dokładnie tak samo, jak na pre-indiańskich pionierów te piętnaście-trzynaście tysięcy lat temu…
Dlaczego zatem jedni odnoszą sukces, inni zawodzą, odpadają po drodze, zniechęcają się - lub, jak w przypadku wędrowców, zbaczają na manowce, giną wśród fal czy skalnych rozpadlin? Tu kluczem może być mądre doradztwo czy przywództwo. Początkujący winiarz może czerpać z
doświadczeń pokoleń swoich poprzedników. Pre-Indian wiedli ich Wodzowie, obierając najlepszą, najbezpieczniejszą w ich mniemaniu drogę, sterując łodziami z dala od morderczych prądów, gór lodowych, uciekając przed wzbierającymi na horyzoncie burzami, na lądzie tropiąc stada zwierzyny, której mięso mogło wykarmić ich głodny lud. Czyż może być zatem lepsza nazwa dla winnicy niż Estro - słowo, które w esperanto oznacza właśnie Wodza?
Foto. Obiektyw PK - foto i film
Tekst. Dżoana vel. Łulfi