02/04/2026
Jakiś czas temu pojechałem do drobnej awarii brodzika. Na miejscu okazało się, że poprzedni „fachowcy” zamiast zrobić stałe połączenie kanalizacji na rurze, zastosowali rurkę harmonijkową, która po prostu pękła. Do tego kabina i sam brodzik były już w bardzo słabym stanie. Ostatecznie kilka miesięcy później skończyło się wymianą kompletu.
Po pewnym czasie dzwoni telefon. Osoba wynajmująca mieszkanie mówi z lekką pretensją, że znowu jest awaria, woda nie spływa z brodzika i że pewnie coś zostało źle zrobione.
Byłem spokojny o swoją pracę, więc pojechałem to sprawdzić. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą stare, proste, ale bardzo skuteczne urządzenie do udrażniania — zwykłą przyssawkę na kiju.
Przyjechałem, przyłożyłem… i wyciągnąłem z odpływu prawdziwego potwora.
Winowajca?
Włosy.
To właśnie one tak zmniejszyły średnicę odpływu, że woda ledwo schodziła. Przy okazji sprawdziłem też umywalkę i zlew w kuchni — wszystko było drożne.
Sprawa załatwiona szybko i bezboleśnie.
A mina klienta, który był pewny, że odpływ jest źle podłączony?
Bezcenna 😄
Morał?
Nie każda awaria oznacza źle wykonaną pracę.
Czasem problem nie siedzi w rurach, tylko… w odpływie.