19/02/2026
Szewc bez butów chodzi.
Nie mam, kiedy tu pisać.
Ostatnie dwa tygodnie mnie wciągnęły.
Sesja na 3 roku psychologii domknięta - uff.
Ale prawda jest taka, że całą sobą jestem w nowym projekcie klienta.
Mówi się, że każdy projekt jest inny.
Bo jest.
Mówi się, że każdy człowiek w firmie jest inny.
Bo jest.
Mówi się też, że problemy mają często to samo podłoże.
I to już jest bardziej skomplikowane.
Bo nawet jeśli źródło bywa podobne,
to jego mechanizm w każdej firmie działa inaczej.
Nie da się przełożyć 1:1 przyczyn problemów z jednej organizacji do drugiej.
Kontekst jest inny.
Relacje są inne.
Historia jest inna.
A emocje zawsze osadzają się w konkretnych ludziach i konkretnych doświadczeniach.
Problem prawie zawsze tkwi w szczegółach.
W tych małych, pikantnych, niewypowiedzianych napięciach.
W urażonej ambicji.
W lęku przed utratą wpływu.
W zmęczeniu, do którego nikt się nie przyznaje.
Z każdym kolejnym projektem widzę to mocniej.
Problemy nie są dziś „większe”, bo świat się zmienia.
One są cięższe, bo coraz trudniej nam unieść własne emocje.
Nazwać je.
Wziąć za nie odpowiedzialność.
Nie przerzucać ich na zespół, strukturę, „tych innych”.
I może to właśnie jest dziś największe wyzwanie w firmach.
Nie strategia.
Nie proces.
Tylko dojrzałość emocjonalna ludzi, którzy je tworzą.