15/09/2021
Przy okazji wielu szkoleń z zakresu zarządzania zespołem projektowym często wspomina się, zakładając niski poziom wiedzy z zakresu psychologii u uczestników, o tzw. Piramidzie Potrzeb Maslowa. Przeczytajcie artykuł w ramach organicznej pracy obalania mitów.
Taki tekst (jak na obazku) znajduje się w podręczniku do "Wiedzy o społeczeństwie". Nie to wiedzie nas na manowce, czego nie wiemy, ale to, co wiemy źle.
Podywagujmy.
Najpierw tekst. Zacząć należy od odczytania, jest obok piramidy.
"Teorię naukową..." Nie jest to teoria naukowa. Co najwyżej model.
Abraham Maslow nigdy nie użył też reprezentacji piramidy. O powodach za chwilę. „Piramidowa reprezentacja” powstała jeszcze za jego życia, jako rysunek w podręcznikach dla menedżerów, ale sam Maslow nigdy się do niej nie odniósł.
Maslow nie postawił także tezy, że potrzeby niższego rzędu muszą być zaspokojone, żeby przejść „wyżej”. Nawet my wiemy, że nie trzeba się zesikać w majtki, żeby dokończyć rysunek albo piosenkę, a ludzie w obozach koncentracyjnych mieli teatry.
Nie było także u niego żadnego zaliczania poziomów, jak w grze. Było poruszanie się w górę i w dół, realizując kilka potrzeb na raz. Maslow uważał, że każdy ma kilka zaspokojonych i niezaspokojonych potrzeb jednocześnie.
Prawdą jest, jak zaznacza tekst, że zdaniem wielu badaczy teza przedstawiona w opisie na obrazku jest nieprawdziwa. Prawdopodobnie wręcz zdaniem wszystkich badaczy jest nieprawdziwa. Zdaniem Maslowa także. Choć osobiście podejście ściśle badawcze uważał on za ograniczające i niekreatywne.
Fakt, że często ludzie realizują potrzeby wyższego rzędu nie realizując w pełni tych niższego rzędu, był wręcz filarem modelu Maslowa, a nie jak podaje tekst - argumentem krytyki.
Dziś częściej uważamy, że jeśli już hierarchię rysować, to lepiej do ilustracji nadaje się drabina. Każdy, kto wchodzi po drabinie opiera się na kilku poziomach jednocześnie. Na jednych mocniej, na innych delikatniej. Jedne ma już za sobą, drugie jeszcze będzie mijał nogami, choć minął rękami i odwrotnie. Można chodzić w obie strony, używając różnych konfiguracji szczebli na raz. Wizualizacja piramidy wręcz uniemożliwia taką interpretację, a za tym zamydla zamysł Maslowa.
Teraz obrazek.
O piramidzie już było. Przyjęła się, bo dobrze się zapamiętuje i jak widać świetnie wygląda na obrazkach. Ciekawe, że w pierwszych modelach bywała tam jeszcze na górze chorągiewka, co podnosiło zapewne walor naukowy modelu.
Ważne, że duchowość na samej górze jest dodatkiem spoza modelu. Nigdy jej tam nie było. Maslow w ostatnich latach życia rozważał raczej samotranscendencję. Kłopot z duchowością bierze się być może stąd, że dziś transcendencja kojarzy nam się z wyjściem z siebie do świata duchowego, a profesorowi raczej ku potrzebom innych ludzi. Że potrzeby najbardziej jego zdaniem spełnionych jednostek wykraczają poza ich własną osobę. Są to na przykład: dobro, piękno, perfekcja, doskonałość, prostota, elegancja.
Jeśli uznamy piękno, dobro, czy prawo albo porządek za duchowość, to właściwie możemy się z piramidką z obrazka zgodzić. Pytanie czy będzie to najbardziej fortunne określenie? "Satysfakcja z osiągnięcia sprawiedliwości nie zawiera się tylko we mnie, ale i bierze się z radości wobec tego, co na zewnątrz i z tego powodu możemy mówić, że dokonuje transcendencji poza mnie, wymykając się fizjologii i geografii" - powiedział Maslow w swoim ostatnim wielkim wystąpieniu.
Maslow pisał także: „To właśnie opisałem najpierw dla samorealizujących się ludzi, którzy są głównie transcendentami, ludzi, u których zaspokojenie podstawowych potrzeb automatycznie prowadziłoby do systemu wartości, który implikuje również ścieżkę Bodhisattwy. To znaczy pomocna służba ludzkości lub pomoc innym ludziom. . . i po prostu stania się lepszymi istotami ludzkimi dla innych, jak również dla siebie (…)".
Ten wkład w rozwój otoczenia i dobra ogólnego rozważał Maslow jako ewentualnie najwyższą w hierarchii potrzebę. Duchowości tam nigdy nie było i nie miałaby ona wiele wspólnego z zamysłem. Owszem, Maslow zastanawiał się nad doświadczeniami duchowymi jednostek wysoko - jego zdaniem - rozwiniętych, ale w związku z transcendencją, czyli relacją ich przeżyć duchowych z potrzebami wykraczającymi poza własną osobę. Pisał też, że nauka nie może unikać tematu wartości, czy przeżyć duchowych, bo ludzie w ten sposób opisują swoje doświadczenia. Ludzie nie są "obok wartości" i czują się uduchowieni opowiadając o swoich emocjach. Że trzeba to będzie jakoś ogarnąć. Nauka rzetelna będzie musiała się jakoś do tego zaadaptować. W tamtych czasach było to nieoczywiste, ponieważ zdaniem Maslowa ów terror "obiektywizmu" kazał traktować człowieka w nauce albo jak przedmiot (behawioryzm), albo zwierzę (Freud).
Dodajmy, że zakładanie, iż potrzeba duchowości pojawiać by się miała na samej górze byłoby wreszcie nielogiczne, bo wiemy, że w wielu przypadkach osoby głęboko uduchowione (w potocznym rozumieniu duchowości) nie mają zaspokojonych żadnych potrzeb, nierzadko także fizjologicznych.
Użycie wyrazu „transcendencja” k**i więc interpretacjami mistycznymi. Dla profesora Maslowa nie oznaczał ów wyraz jednak uniesienia się ponad cielesność i potrzeby doświadczania czegoś pozazmysłowego, a raczej wyjście poza potrzebę jednostki. Gdzie, by czuć satysfakcję człowiek zaczyna potrzebować swojego pozytywnego wkładu w życie innych ludzi i świata.
Na koniec dodajmy, że profesor Abraham Maslow był orędownikiem kreatywności i wolności wypowiedzi, rozwoju człowieka i spełnienia życiowego. Dopingował tych, którzy wyrastali ponad swoje otoczenie. Uważał, że realizowanie potrzeb prowadzi ludzi do życia w społeczeństwie, gdzie istnieje wolność ekspresji, sprawiedliwość i prawość. Jawnie pogardzał cenzurą, nieuczciwością, niemożnością dotarcia do prawdy, rzetelnej wiedzy, a w efekcie mądrości.
W czasach, kiedy Freud głosił, iż uwolnienie potrzeb człowieka doprowadzi do katastrofy, bo potrzeby człowieka są destruktywne, Maslow badał najbardziej rozwiniętych - jego zdaniem - przedstawicieli naszego gatunku, niejako kadrę olimpijską człowieczego rozwoju potrzeb, proponując rewolucyjną tezę, że jest dokładnie odwrotnie. Gdybyśmy wszyscy dotarli tam, gdzie ów najlepszy 1%, myślelibyśmy z troską o innych, a także naturalnie dążyli do sprawiedliwości, piękna i zrozumienia. W dużej mierze zawdzięczamy Maslowowi przekierowanie myślenia o człowieku, jako o czymś pełnym frustracji, niedoborów i niedoróbek, na myślenie o człowieku jako o istocie, która ma potencjał i chęć stawania się lepszym, a także (jeśli ma szczęście) uczynienia swojego otoczenia lepszym dla innych.