21/01/2026
To miał być projekt a’la agencyjny.
A wyszło coś, co z pracą w stylu „weźmy to, i zróbcie” mało miało wspólnego.
Ciałozmienna zaczęła się od pomysłu Moniki. Bez ciśnienia, bez briefu, bez „zróbmy coś dużego”. Raczej od potrzeby. A potem – zupełnie niepostrzeżenie – zaczęliśmy się do tego dosiadać. I już trochę nie było odwrotu.
Nie było klienta.
Sami nim byliśmy.
Co wcale nie oznaczało, że było łatwiej.
Deadline był nasz, więc potrafił się zmieniać. Pomysły i rozwiązania też, i to często po tygodniach pracy. Każdą złotówkę oglądaliśmy po kilka razy, bo to były–nie–były nasze pieniądze. Na każdą godzinówkę też patrzyliśmy inaczej, bo to był nasz czas. Często trzeba było go skądś wydobyć, spomiędzy prasowych obowiązków i projektów.
I po kilkunastu miesiącach pracy okazało się, że ta „wolność” kosztuje więcej, niż się wydaje.
Za to mogliśmy sobie pozwolić na rzeczy, na które zwykle nie ma przestrzeni. Zmieniać zdanie. Kasować pomysły. Wracać do nich po tygodniu i znowu je kasować. Bez tłumaczenia się komukolwiek.
Najważniejsze wydarzyło się jednak obok.
Przy tej kampanii zbliżyliśmy się do siebie, przez pracę i czas. Monika, Adam, Aśka, Kamil, Ania, Maciek i ja. Zespół który postawił Ciałozmienną na nogi.
Dziś layouty bez logotypu, ale też twarzowe. Dlatego na grafikach zobaczycie nas. Bo uznaliśmy, że tak trzeba.
To był projekt inny niż wszystkie.
Taki, który nie kończy się wraz z publikacją.
W tym roku Ciałozmienna będzie działać i dalej mówić. Spokojnie. We własnym tempie. Na tapet weźmie jeden konkretny temat, i o tym za moment już.
To pisałem ja, Piotrek
___