30/03/2023
I co ważniejsze, jego majątek był następnie likwidowany by pokryć straty jego ofiar. Czyli na tak, jak być powinno, jeśli bankier coś koncertowo spierdolił, to płacił bankier, a nie poszkodowani przez niego klienci. Ech, generalnie nie gloryfikujemy przeszłości, ale coś jest w dawnych rozwiązaniach, gdy doprowadzenie banku do bankructwa albo przekręty nie skutkowało rekordową premią, tylko wycieczką w miejsca generalnie uważane za nieprzyjemne.
Generalnie, ludzkość przez większość swojego istnienia traktowała bankierów i innych finansistów z dystansem oraz nieufnością, a przestępstwa finansowe były karane, a nie nagradzane. Kodeks Hammurabiego prawie cztery tysiące lat temu traktował poddanych naruszających kontrakty jako złodziei (i karał śmiercią). Średniowieczna Katalonia podobno (piszemy podobno, bo nie możemy znaleźć artykułu potwierdzającego istnienie takiego zapisu, a nawet jeśli mówi to prezes Deutsche Bundesbank, to weryfikować trzeba) miała zapis nakazujący karać bankiera-bankruta podaniem jego porażki do publicznej wiadomości, oraz zmuszeniem do życia o chlebie i wodzie, dopóki nie spłaci długów. A jak nie spłacił, to aplikowano żelazo - tak miał zostać ścięty Francesch Castello w 1360 r. Podobnie też miano traktować bankierów fałszujących księgowość.
Podobnie gildia Arte del Cambio z Florencji, która sugerowała wysłanie nierzetelnych kupców na krótki pobyt w dybach i innych narzędziach naprawczych w siedzibie gildii, albo Anglia i potem Wielka Brytania oraz inne państwa, uznające przestępstwa finansowe za szczególnie groźne i karzące je surowo. Najsurowiej karano fałszowanie waluty - na gardle - a kultura nie gloryfikowała bankierów, tylko ich szczerze nie znosiła (polecamy Piekło Dantego).
I jasne, nigdy nie udało się wyplenić przestępstw finansowych, ale udawało się je moderować. A potem coś się zmieniło i przestaliśmy to traktować poważnie, co doprowadziło między innymi do Wielkiego Kryzysu po krachu na Wall Street oraz wkroczenia wąsatego Austriaka do gry z opłakanymi skutkami, a w ciągu ostatnich dwudziestu lat gry i zabawy banków i bankierów odmierzają nam czas, a upadający globalny bank oznacza początek kolejnego kryzysu.
Co się zmieniło?
Bankowość stała się najbezpieczniejszą formą hazardu. Pomiędzy funduszami gwarancyjnymi (BFG, anyone?), odizolowaniem decydentów od konsekwencji swoich działań i patologiczną praktyką przyznawania gigantycznych premii niezależnie od wyników działania, współczesny kapitalizm nie oferuje żadnej motywacji, by nie igrać z ogniem - ba, zachęca do ryzykowania, bo w najgorszym razie bank się zwinie, koszty poniesie państwo, pokrywając zobowiązania z funduszy gwarancyjnych, a zarząd kupi sobie kolejne Ferrari.
Wszyscy jesteśmy Areczkami, kochani, bo socjalizm jest dla zarządu, a dla nas kapitalizm.
Grafika: BL Royal 20 C VII Chroniques de France ou de St Denis, 1380-1400 (ok, nie przedstawia ścinania bankiera, ale przecież ładna jest, nie?)